Lubię czytać, bardzo lubię. Choć różnie z tym bywało. Jako dzieciak czytałem bardzo dużo, potem w liceum trochę przestałem – lista szkolnych lektur zniechęciła mnie do sięgania po jakiekolwiek książki. Na szczęście pod koniec liceum poznałem moją obecną żonę, która czytaniem zaraziła mnie na nowo. [more…]
Generalnie nie lubię łańcuszków, ale ten…

No właśnie. Ten jest trochę inny (tak, wszyscy to mówią), bo ja naprawdę lubię czytać i naprawdę chcę się tym podzielić. Poniżej moje top 10, a właściwie top 11. Kolejność w miarę chronologiczna.
Biblia – poza kolejnością, ale nie mogłem jej nie wymienić. Towarzyszy mi i kształtuje mnie od lat. Przeczytałem wzdłuż i wszerz nie jeden raz. Czytam, studiuję, rozważam. Czerpię z niej radość, mądrość i wsparcie. Uważam biblię za jedyne źródło wiary chrześcijańskiej i jedyny autorytet. W duchu protestanckiej zasady sola scriptura.
Ok, a teraz top 10.
Przygody Tomka Wilmowskiego – Alfred Szklarski.
Przeczytałem wszystkie, niektóre kilka razy. Miłość do przygód, wiedza o świecie, nawet romans. No przecież tu jest wszystko czego potrzebuje młody chłopiec.
Pan Samochodzik – Zbigniew Nienacki.
Jako dzieciak przeczytałem kilka razy, potem jako dorosły, a teraz czytam razem z moim siedmioletnim synkiem. Nadal fascynuje, nadal bawi. Co najważniejsze – nadal zaraża chęcią przeżycia przygody. Szymek już teraz planuje dokładnie (łącznie z własnoręcznie wykonanymi mapami) przyszłoroczne wakacje i wyjazd nad Jeziorak. Cóż, chyba trzeba będzie pojechać.
„Tajemnicza wyspa” – Julius Verne
Fantastyczna książka, nigdy nie mam jej dość. Dosłownie przedwczoraj kupiłem egzemplarz dla mojego synka. Czytamy teraz razem i znowu mnie pochłania. Niesamowita mieszanka przygody, nauki i nieznanego. Uwielbiam.
„Świat według Garpa” – John Irving
Osobiście uważam, że „Regulamin tłoczni win” jest dużo lepszy, ale to właśnie Garp – podsunięty mi właśnie przez moją żonę pod koniec liceum – obudził we mnie na nowo miłość do książek. Miłość, którą jak wspomniałem, zabiły szkolne lektury. Lektur tych nigdy nie lubiłem (poza trylogią Sienkiewicza) i raczej już nie polubię. Mało rzeczy wyrządza tak wielką szkodę czytelnictwu w Polsce, jak właśnie lista lektur szkolnych… brrr. W każdym razie „Świat według Garpa”, a zwłaszcza „Regulamin tłoczni win” Irvinga – rewelacja.
„Władca pierścieni” – J.R.R. Tolkien
Moja przygoda z fantasy zaczęła się klasycznie – od dzieła wszech czasów. Rozmach, poetyka i drugie dno. Pochłonęła mnie ta książka jak mało która. Dosłownie – nie mogłem się oderwać. „Władcę…” kocham miłością bezwarunkową (co ciekawe – „Hobbita” nie trawię).
„Diuna” – Frank Herbert
Okazało się, że poza fantasy jest jeszcze SF. Wbrew obiegowym opiniom, to nie tylko czytadła dla półgłówków. Diuna jest genialna i otwiera drogę do dzieł Lema i innych mistrzów gatunku.
„Czarny obelisk” – Erich Maria Remarque
Kolejna książka podsunięta mi lata temu przez moją obecną żonę. „Czarny obelisk” udowodnił, że literatura piękna jest naprawdę piękna. Cudowna książka. Remarquea uwielbiam też za inne dzieła np. „Łuk triumfalny”. Nikt tak nie opisuje smaku calvadosu.
„Dzikie serce” – John Eldredge
Niezwykle ważna książka. Pozwoliła mi uporządkować wiele spraw w mojej głowie, sercu i duszy. Poważnie, ta jedna, nieduża książka, wywarła na mnie i na moje życie ogromny wpływ. Polecam każdemu facetowi – zwłaszcza wierzącemu.
„Droga” – Cormac McCarthy
Ta książka (dzięki Bogu krótka) przeciągnęła mnie ryjem po żwirze, skopała, obiła kijami i obrzuciła ostrymi ceglankami, a na koniec jeszcze pociągnęła z buta… Miazga. Dla mnie – ojca małego chłopca (główny bohater podróżuje ze swoim małym synkiem) – była to droga przez mękę. Cierpiałem fizycznie i psychicznie, kurcze, beczałem. Ale było warto. „Droga” to prawdziwe katharsis. Oczyszcza z wielu głupot. Po tej lekturze znikają jakieś nasze codzienne rozterki i zostaje czysta radość z życia i miłość do dzieci. Radość z tego, że mamy tak dobrze, że wszystko jest tak fantastycznie dobre. Lektura obowiązkowa dla wszystkich ojców.
Jako dziesiątą pozycję podam kilku autorów, bo nie mogłem ich ograniczyć do jednej książki, a są dla mnie bardzo ważni:
Stanisław Lem – za przenikliwość i głębokość myśli.
Jacek Dukaj – podobnie, genialny pisarz.
Marek S. Huberath – mistrz dołujących wizji, po których docenia się codzienność.
Philip K. Dick – wizjoner i futurysta na mistrzowskim poziomie
Kurt Vonnegut – mistrz pióra i groteski. Uwielbiam jego poczucie humoru.
Platon – poważnie 🙂 uwielbiam, w końcu jestem magistrem filozofii.
Arkadij i Borys Strugaccy – za całokształt i to, że tworzyli w ZSRR.
Na pewno o kimś zapomniałem, ale cóż… może kiedyś będzie jeszcze inny łańcuszek?
pozdrawiam
Zuch
.
.
.
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
Koniecznie jedź z synkiem nad Jeziorak. My z mężem tak spędziliśmy podróż poślubną 4 lata temu – szlakiem Pana Samochodzika z głównym przystankiem nad Jeziorakiem. A zwiedzanie tych miejsc z książką w ręku – bomba! (yeeeah nie jesteśmy jedynymi którzy mają tak dziwne pomysły!)
no młody się zaangażował, więc chyba nie odpuści. Z drugiej strony mi też się marzy taki biwak pod namiotem, wędka, jeziorko… Tylko namiot i wędkę trzeba nabyć…
O łał, pięknie to napisałeś. Pod Biblią się podpisuję i chyba „Drogę” również mogę zaliczyć do moich ulubionych książek, fajnie że mogłam sobie dzięki Tobie o niej przypomnieć. Myślę, że ona w ogóle dla rodziców, nie tylko dla ojców, jest bardzo wstrząsająca. Podejrzewam, że gdybym czytała ją przed narodzinami mojego syna, nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia.
Być może na matkach też wywiera takie wrażenie, ale po prostu nie wiem, bo nie jestem matką 🙂 dlatego wolałem nie uogólniać.
Tak, na matkach też 😉 Długo nie mogłam się po niej otrząsnąć. Po głowie snują się potem pytania ile jesteś w stanie zrobić, by ochronić swoje dziecko itp. Przekaz wzmocnia też sposób narracji i to ciągłe „tatusiu”…
Droga to naprawdę mocna rzecz. Czytając Twój wpis, sobie o niej przypomniałam i coś mnie w środku ścisnęło, mocno ścisnęło i trzyma.
PS.
Czytałam ją 3 lata temu…
Ciekawe co piszesz z tym Tolkienem, bo ja Hobbita lubię bardzo, ale do Władcy Pierścieni wrócić już nie potrafię (mimo, że przeczytałem go kilka razy jako nastolatek). Natomiast Drogę czytałem dwukrotnie, przed byciem ojcem i po i przyznaję, że to niesamowite jak zmienia się jej odbiór. I dzięki za kolejną inspirację książkową (Tajemniczą Wyspę), bo wczoraj skończyliśmy jedną książkę i szukaliśmy z córą czegoś następnego 🙂
ja z kolei hobbita nie mogę strawić. podchodziłem chyba trzy razy i wymiękałem.
Jak się tak zastanowić, to moje życie póki co nie jest aż takie długie żeby dać mi odpowiednią perspektywę. Zaś z drugiej strony, wydaje mi się, że dysponuję wystarczającą ilością lat w liczbie 34, żeby ocenić które z przeczytanych książek wpłynęły na mój obecny światopogląd.
Przede wszystkim „Toksyczni rodzice” Susan Forward – książka otworzyła mi oczy na więcej rzeczy niż się spodziewałam, niż chciałam. Pomogła w sposób, w jaki nikt do owego czasu nie zrobił, a którego to sposobu, jak się okazało, intuicyjnie poszukiwałam.
Numer dwa – „Potęga teraźniejszości” Eckharta Tolle – tak jak poprzednia książka wyprostowała relacje z rodzicami, tak ta – ze mną samą, z myślami, obawami i wszystkim tym bałaganem, który mamy w głowie, a który czasem spać po nocach nie daje.
Trzecia – Lynne McTaggart „Eksperyment intencjonalny” – oblicze fizyki kwantowej o jakim nie uczą w szkole. Choć książka wrzucona do kategorii ezoteryka, jest na wskroś naukowa i bez znajomości podstawowych pojęć fizyki będzie trudna w odbiorze.
Czwarta – „Urodzeni biegacze” Christopher McDougal – mój egzemplarz jest już bardzo sczytany i wymarkerowany, przeczytana 5 razy, za każdym razem z tym samym ściśniętym gardłem. Opowieść o wielu ludziach, ale tej samej pasji, jaką jest bieganie. O wolności i wyzwoleniu jakie ono daje.
Pięć – „Mój pionowy świat” Jerzego Kukuczki – również opowieść o pasji, o ludziach, którzy pokonywali niemożliwe i granice, których nikt inny nie dosięgał. Często płacąc za to najwyższą cenę.
Sześć – „Świat Dysku” – seria kochana miłością całkowitą i bezwarunkową.
Pozostałe miejsca pozostawiam na przyszłe, jeszcze nie przeczytane książki, które wyrecytuję jednym tchem i bez zastanowienia, jak te powyżej.
Oj, tak – Droga to droga, którą warto z McCarthy’m przejść.
Cudnie Pan pisze.
Oj, dla mnie również jako ojca małego chłopca czytanie „Drogi” było czymś mocno przejmującym. Co chwilę zastanawiałem się co był zrobił ja sam w danej sytuacji by chronić synka. Podpisuję się więc rękami i nogami pod tym co napisał Zuch o tej książce.