Rynek zabawek z pewnością generuje ogromne zyski. Wizyta w pierwszym lepszym supermarkecie gwarantuje oczopląs. Przez cały rok jest źle, ale okres przed świętami czy dniem dziecka, to już prawdziwy obłęd. Zabawek jest mnóstwo, różnych, różniastych, z różnymi – przeważnie kosmicznymi – cenami. Większość z tych zabawek ma jedną cechę wspólną – baaaardzo szybko się nudzą. Obserwuję to na przykładzie moich dzieci, czy dzieci znajomych. Efekt łał mija po godzinie, a dziecięce pokoje pełne są zapomnianych klamotów. Ale istnieją też zabawki uniwersalne, kreatywne, dające wiele możliwości na długą zabawę. Jedną z takich zabawek jest karton.
Karton
Dokładnie tak, zwykły karton. Ostatnio kurier przyniósł nowy fotelik samochodowy dla mojej córeczki. Fotelik jak fotelik, atesty, wzmocnienia, szmery-bajery, ogólnie nuda. Fotelik jednak miał pewną wartość dodaną, zapakowany był w spory karton. To wartość dodana, której spora część osób zdaje się nie zauważać. Ba! Spora część osób traktuję to coś jak śmieć i czym prędzej się tego pozbywa. Straszny błąd! W śmieciach powinny znaleźć się te wszystkie drogie zabawki, które bawią chyba tylko osoby je kupujące, bo na pewno nie dzieci. Karton, moi drodzy, to jest zabawka.
Odłamkowym ładuj!
Nasz „pofotelikowy” karton wzmocniłem najpierw taśmą klejącą, żeby zbyt szybko się nie rozpadł. Potem dodałem kilka elementów takich jak lufa, a także kilka elementów odjąłem – takich jak wizjery. Pięć minut później na środku pokoju stał najprawdziwszy czołg, co widać na zdjęciu.
Jeśli nie widzisz najprawdziwszego w świecie czołgu, to znaczy, że jesteś wewnętrznie stary, co mnie bardzo smuci.
W każdym razie, czołg wywołał efekt ŁAŁ, który szybko przerodził się w prawdziwe szaleństwo. Moje dzieci były zachwycone. Ja – z poczuciem bycia super tatą, co ma przefajne pomysły i w ogóle – mogłem sobie spokojnie poczytać. Wystarczyło od czasu do czasu rzucić kilkoma klockami w czołg i krzyknąć: Tygrysy z prawej!!! Tak, tak, w TV Puls lecieli ostatnio „Czterej Pancerni i pies”, mój ukochany film z dzieciństwa.
Bankomat
Czołg był super, ale dzieci są dziećmi i nie będą się jednym czołgiem bawić przez kilka dni, a nawet kilka godzin. W tym momencie zazwyczaj kończy się żywot zabawki. W przypadku kartonu sprawa wygląda zgoła inaczej – zabawa dopiero się zaczyna. Jeszcze tego samego popołudnia czołg był domkiem, łóżeczkiem, namiotem, samolotem, bankomatem, a skończył jako potwór-atakujący-Hanię-która-podkładała-mu-pieniądze.
Z kartonem bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Od prawie dwóch tygodni jest stałym elementem pokoju dzieci. Ale muszę się rozejrzeć za nowym, bo ten już naprawdę ledwo zipie.
Różne kartony – ta sama frajda
Kiedyś przyniosłem do domu arkusze kartonowe, takie z metr na metr albo i większe. To takie kartony co się kładzie między towarami na paletach. Chyba, bo jedyne palety, na których jako-tako się znam to palety koloru. Enyłej – te kartony też były super, bo można z nich było robić większe konstrukcje. Mojego brata trochę poniosło i – jako dobry wujek – zrobił dla Szymka bankomat, który miał zrobiony z kalkulatora cyferblat do wpisywania pinu i wydawał pieniądze (bo z tyłu zrobił drzwiczki i można było wejść do środka żeby być mechanizmem wydającym). Później okazało się, że bankomat może pełnić też inną funkcję, bo przyłapaliśmy Szyma jak wkładał do środka nocnik i zrobił sobie dyskretny wychodek.
Pojedyncze arkusze mogą też być fajną zjeżdżalnią dla resoraków. Jak skleiłem kilka tych arkuszy, to zjeżdżalnia miała ze trzy metry długości i takiego trzy-cztero latka zajmowała przez dłuższy czas. Robiliśmy też całe miasteczka, malując markerem drogi i domki. O ile dobrze pamiętam, to robiliśmy też wiadukty i wyskocznie, czyli konkretne 3D.
Wszystko można
Jak kartonowy domek się znudzi, to można go pociąć na mniejsze części i zrobić kompletny strój rycerza. Można też zrobić… a w sumie co Was będę zanudzał. Sami wymyślajcie i inspirujcie innych, a przede wszystkim dobrze się bawcie z dziećmi. Kupując zabawki idziemy na łatwiznę. Robiąc je sami – stajemy się bohaterami naszych dzieci.
pozdrawiam
Zuch
Fajne? Daj lajka i zostaw komentarz
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
Zdecydowane TAK dla zabawek z kartonu i wszelkich zabaw kartonami! Ja też tworzyłam niestworzone konstrukcje zamków, domków dla maskotek, a nawet całe kartonowe miasta. Dzieci naprawdę mają ogromną wyobraźnię i z naszym wsparciem są w stanie robić cuda i świetnie się przy tym bawić. Masz rację – bawiąc się w ten sposób z naszymi dziećmi, stajemy się ich bohaterami 🙂 Za kilka lat nie będą pamiętać modnej zabawki, ale czas, który z nimi spędziliśmy na kreatywnych zabawach jest bezcennym wspomnieniem.
no ja juz nie powiem, jak kartony kochaja koty 😉
i dlugo walaja sie pudla po chacie, a jak sie znudza, przy nastepnej okazji nastepuje wymiana na nowszy model 😉
Nieśmiało dodam, że karton nie musi być wielki. Z małych kartoników (np opakowań po lekach) można z dzieciakami wysmyczyć sporą makietę miasta w kilkanaście minut dosłownie. A najlepsze jest to, że w końcowym etapie zabawy (zazwyczaj po kilku dniach) jest ona masakrowana przez bliżej niezidentyfikowanego potwora (lub też tożsamość gada zależy od ostatnio widzianej bajki) co przy użyciu „sklepowej” zabawki mogło by się nie spotkać ze zrozumieniem części ( większości ? ) rodziców 😉
Dziecko mam w drodze więc…, ale liczę na to, że proste i robione własnoręcznie zabawki tylko pozytywnie mogą wpłynąć na nie. Pobudzić ich rozwój i kreatywność… a co do kotów, są naturalne, pomysłowe i rewelacyjnie potrafią wykorzystać to co niesie życie czyli np. podrzuci im czy zostawi człowiek… Pozdrawiam. Generujmy radość, nie zyski.
Uwielbiam Twoje teksty o pomysłach na zabawy/zabawki dla dzieci. Jeszcze swoich dzieci nie mam, ale planuję je bardzo poważnie i Twoje rady bardzo mi się przydadzą. Cieszę się bardzo, że piszesz swoje teksty! 🙂
🙂
Pudła to moje utrapienie. Syn (obecnie lat 10) wycina z nich i buduje z większą frajdą niż z LEGO. Mam wojenny topór krasnoluda wykonany z rurki od namiotu, kartonu z Lidla i taśmy samoprzylepnej. Tarczę, były hełmy, miecze. Leży gdzieś model Walle’go – robocika z bajki dla dzieci. W pokoiku córek stoi za to karton przywieziony z pracy. Stoi już chyba ze cztery lata. Jest gigantyczny – przyjechała w nim jakaś aparatura pomiarowa do fabryki. sześcienny kloc o wymiarach europalety u podstawy oraz wysokości 120cm. Gruby na centymetr. Wycięliśmy w tym drzwi, okienka i jest domek. Dzieci bawią się w tym fantastycznie. Pomalowały same plakatówkami. Dach jest tak mocny, że można po tym biegać. Były po drodze inne domki z marketów, ale dawno już zamknęły cykl życia i spopielone zasilają kwiatki w ogródku. A to trwa…
Najgorsze jest to, że dzieciaki za nic nie pozwalają swoich budowli utylizować, a to zajmuje masę miejsca… Cały garaż mam w niezwykle potrzebnych konstrukcjach których likwidacja wiązała by się z wieczną obrazą i wojną…
Ależ oczywiście! Pamiętam, jak sama budowałam z kartonów, kartoników i wszelakich pudełek miasta dla swoich misiów. Teraz młody buduje hotele dla kotów – i to nie bykle jakie hotele! Mają co najmniej dwa piętra: jadalnię, miejsce na wypoczynek, i na spanie po jedzeniu. Jak można się domyślić miszkańcy nie są w stanie docenić wydzielania stref i najchętniej sypiają w jadalni… no, ale cóż począć 😉
Faktycznie, z kartonami może być super zabawa! Jeśli chcecie poznać inne sposoby na ich wykorzystnie, to polecam http://www.amataska.pl/niestandardowe-zastosowanie-kartonow-czyli-sprawdz-jak-to-zrobic/