Mam w garażu stosik drewnianych kloców. Brat pociął na ok. 15 cm kawałki belkę, której używał do rusztowania. Kilka klocków porąbałem na malutkie szczapki – fajne na rozpałkę. Ale one aż się proszą, żeby zrobić z nimi coś fajniejszego. Tak więc zrobiliśmy z nich domki.
Wybraliśmy klocki, które stabilnie stały. Oszlifowałem je metodą hmm… trochę chałupniczą. Okazało się, że brat zabrał szlifierkę kątową – w sumie nic dziwnego, bo to była jego. Ale zostawił te okrągłe papiery ścierne z uchwytem. Przymocowałem to do wiertarki (wiertarki nie zabrał, bo ta akurat jest moja; warto mieć urodziny) i całkiem sprawnie to szlifowanie poszło.
Owlekliśmy stół folią malarską, wytoczyliśmy ze wszystkimi farbami, pędzelkami i wałeczkami jakie były w kotłowni. Zrobiliśmy sobie pracownię.
Robiliśmy to w zeszłym tygodniu, akurat chwilę przed dniem nauczyciela, więc dzieci wymyśliły, że będą to prezenty, a domki będą „modelem” ich szkoły. W sumie czemu nie?
Tu muszę wtrącić pewną ważną zasadę, która obowiązuję w naszej Domowej Szkole Sztuki. Od razu nadmienię, że jest to zasada, która obowiązuje mnie – czyli prowadzącego.
Chodzi o to, żeby nie poprawiać dzieci.
Ideą naszych domowych zajęć jest zabawa, tworzenie, sztuka. Chcę dzieciom pokazać przyjemność płynącą z samego akt tworzenia sztuki. Nie robimy rysunków technicznych, nie mamy zamówienia na portret od rodziny Borgiów. Tu nie wszystko musi być idealnie. Co więcej – nawet nie powinno. Tu ma być wolność. A wolność zaczyna się w domu – jak to głosi hasło reklamowe VOX 😃
Ta wolność jest bardzo ważna, bo pomaga wyrazić siebie. Ta wolność daje przyjemność, bo nie trzeba tworzyć pod jakieś oczekiwania. Ta wolność daje radość, bo każda sztuka będzie doskonała i każde dzieło będzie sukcesem.
Nasze zajęcia mają rozwijać dziecięcą kreatywność (której dzieciaki i tak mają baaardzo dużo). Mają dawać dzieciom poczucie stworzenia własnymi rękami czegoś konkretnego. Czegoś całkowicie ich.
To nie ja mam się lepiej poczuć, bo będzie piękna praca na Instagrama. To oni mają się lepiej poczuć bo zrobili coś tak jak chcieli, tak jak potrafili i jest to dobre.
Oczywiście ja bym to zrobił lepiej. W końcu mam już 35 lat i sztuką czy plastyką zajmuję się od 14 roku życia. A jak policzyć różne kółka plastyczne to i wcześniej. Moja ręka jest pewniejsza, moje poczucie estetyki bardziej wyostrzone, moja wiedza technologiczna większa. No i super – to się przyda przy MOICH pracach.
Rodzice pamiętajcie o tym – tu absolutnie nie chodzi o połechtanie waszego ego. Wy – spójrzmy prawdzie w oczy – jesteście tu najmniej ważni.
Ok. Wracając do samych domków/szkół: podpowiedziałem tylko, że szybciej i wygodniej będzie zrobić główny kolor przy pomocy małego wałeczka. Podpowiedziałem, że ktoś może wychylać się z okna. Podpowiedziałem, że szkoła ma okna, drzwi i dach. Ale w zasadzie mogą z tymi informacjami zrobić co chcą. Ja tylko rzuciłem temat.
Z końcowego efektu dzieci były zadowolone i to jest super. Nie próbowałem wytłumaczyć Hani, że szkoła wcale nie ma dachu zrobionego z niebieskiego brokatu. Pozwoliłem jej tworzyć.
Po prostu ograniczcie się do zainicjowania jakiegoś tematu, a potem patrzcie na swoich małych artystów. Oni wiedzą lepiej, bo nie mają naszych ograniczeń.
Pozdrawiam
ZUCH









- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
- Harry Potter. Oficjalna księga magicznych wypieków - 23/12/2025
Chcialbym być takim Ojcem dla swoich przszyłch dzieci jak Ty jesteś dla swojej Trójki.
Na pewno będziesz dobrym tatą. Grunt to chcieć 🙂
Zuchu! Błagam! Pomóż! Moje dzieci mają ogrooomny dar artystyczny – w sensie, produkują dużo, bardzo dużo, przerażająco dużo. Zwłaszcza córka, syna udało mi się przekabacić na twórczość cyfrową i teraz programuje, ale córka jest odporna – rysuje, maluje, lepi, rzeźbi i, co gorsza, robi to naprawdę na niezłym poziomie artystycznym. No więc powiedz mi, proszę, co zrobicie z tymi pięknymi domkami, kiedy już będą gotowe? Ja mam całe mieszkanie zawalone produktami działalności artystycznej moich dzieci, których one w żadnym wypadku nie pozwalają wyrzucić, nawet jeśli od lat zbierają coraz większe ilości kurzu, a metraż mamy taki, jaki mamy, czyli nie taki ogromny. Półki biblioteczne zamiast książek uginają się pod segregatorami pękającymi od rysunków, każda wolna powierzchnia jest pokryta stworami z modeliny, zamieram w przerażeniu na myśl, że córka może kiedyś spróbować rzeźby wielkoformatowej. Na razie w szkole ma ceramikę, ale wytłumaczyliśmy, że w domu nie ma pieca do wypalania, więc mamy tylko parę bibelotów przyniesionych ze szkoły.
Ciężka sprawa. My cześć starszych praca dyskretnie utylizujemy 🙂 część zostawiamy, ale tak jak mówisz – wszystkiego się nie da. Robimy też tak, że dzieci wybierają swoje najlepsze prace np. na prezenty, a reszta jest odkładana i zwykle o tej reszcie zapominają.
Córka ma 15 lat i nie zapomina 🙂 Moja rada: póki czas, pomyśl o jakiejś przybudówce, będziesz potrzebował przestrzeni. Ale jest fajnie – obcujemy ze sztuką na co dzień!