Strasznie przyrośliśmy do komputerów. Jest wiele zawodów, które wykonywać możemy jedynie przy pomocy komputera. Zapominamy, że to kartka i ołówek powinny być podstawowym narzędziem każdego projektanta.
Ot, choćby moje zawody: grafik komputerowy, bloger. Mamy tu wszystkie narzędzia, programy, dostęp do informacji, muzyki, itp. Właściwie nie potrzebujemy nic więcej. Takie skupienie się na komputerach jako jedynym narzędziu pracy sprawia, że młodsze pokolenia (w sumie te starsze również) zapominają lub nawet nie wiedzą, że cała praca projektowa, planowanie, cały fundament powinien zacząć się gdzie indziej niż na ekranie komputera.
Bodźce, bodźce everywhere…
W tym tekście słowo „projektowanie” będę używał aby opisać cały szereg działań jakie prowadzimy w naszych pracach. To może być projektowanie graficzne, projektowanie prezentacji, przemówienia, wykładu, szkolenia, planu dnia. Projektowanie kampanii reklamowej, wymyślanie hasła czy tekstu, robienie wpisów na blogu, itp, itd.
Bardzo często żyjemy w przekonaniu, że najlepiej projektuje się na komputerze, oczywiście z dostępem do internetu. Wszystko mamy pod ręką i wszystko jest w jednym miejscu. To tu mamy wszystkie narzędzia, tu mamy wszystkie informacje. Tutaj szybko możemy np. coś podkreślić w innym kolorze, coś dorysować, wkleić konkretne zdjęcie, itd. Jednak to co wydaje nam się największą zaletą, jest tak naprawdę największą wadą.
Zaczynamy bombardować się ogromną ilością bodźców, które zamiast pomagać, wprowadzają zamieszanie. Możemy nawet sobie wmawiać, że przecież przeglądarka jest zamknięta i na komputerze lepiej mi się pisze, czy rysuje. Możemy sobie wmawiać. Prawda jest taka, że i tam mamy świadomość tego, że te wszystkie możliwości są o jedno kliknięcie od nas i zamiast myśleć o projekcie, o jego podstawach, to zaczynamy myśleć o szczegółach.
Think more, design less
To zdanie autorstwa Ellen Lupton każdy powinien wziąć sobie do serca. Projektowanie zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie kiedy palce dotykają klawiatury czy piórka tabletu. To wszystko jest podstawą i fundamentem projektu. To właśnie tu powinien zarysować się ogólny zamysł tego co w ogóle chcemy zrobić, tak żebyśmy przed ekranem usiedli w konkretnym celem i zadaniem do wykonania. Tak więc: ostrzymy ołówki, bierzemy kartki i zamykamy komputer (z tym ostatnim wstrzymajcie się przynajmniej do skończenie czytania tego wpisu… i daniem lajka).
Kartka i ołówek
To właśnie kartka i ołówek są najważniejszym narzędziem każdego projektanta. To właśnie niedoskonałości i ograniczenie kartki i ołówka są ich największą zaletą. Teraz możemy skupić się na tym co mamy wykonać. Możemy zrobić sobie mapę myśli, wyznaczyć cel i drogę jak do tego celu dotrzeć. Na kartce o wiele szybciej spisuje się urwane myśli, które przy pracy na komputerze by uleciały, a tak mogą stać się trampoliną do POMYSŁU. Na kartce o wiele szybciej się szkicuje. Tu nie ma opcji CMD+Z, nie możemy cofać i bawić się w szczegóły, które na tym etapie są kompletnie nie potrzebne.
Mamy tylko kartkę i ołówek, więc nie zaczniemy wybierać fontów, koloru, czy grubości pędzla. To właśnie na tym etapie powinny powstać plany układu projektu, układ stron, rozmieszczenie przycisków, czy gdzie będzie blok tekstu, a gdzie uśmiechnięta pani ze stocka. To tu powinno powstać wiele różnych opcji (nawet tych bardzo złych), z których później wybierzemy kilka do realizacji. Gdybyśmy zaczęli od komputera, to najpewniej zaczęlibyśmy skupiać się na jednym, pierwszym pomyśle i reszta by się nawet nie pojawiła.
Warsztat Zucha
Żeby nie poruszać się tylko w oceanie teorii powiem Wam jak to wygląda u mnie.
Zawsze mam na biurku stos czystych kartek, notatnik i kilka ołówków.
To właśnie od kartki zaczynam planowanie dnia. Zastanawiam się co mam dziś do zrobienia i sobie to zapisuje (zwykle w międzyczasie pojawiają się jeszcze jakieś myśli, ktoś zadzwoni, ktoś napisze i to wszystko dopisuję do listy). Cały czas mam też aktywny i uzupełniany kalendarz google, żeby nic nie poginęło, ale kartka zawsze jest pod ręką i nie muszę otwierać komputera żeby coś sprawdzić.
Gdy mam do wymyślenia komiksy (głównie chodzi o komiksy komercyjne, bo je zwykle robię seriami i często muszę się przegryźć przez charakter i historię konkretnej firmy czy produktu), to zawsze zaczynam od spisania na kartce różnych haseł i kluczowych słów dotyczących tego co mam wymyślać. Potem dopisuje luźne myśli, czasami całe zdania, czy początki bez pointy. Piszę wszystko co mi przyjdzie do głowy.
Podsumowanie notatek
Dopiero po tym zaczynam jakoś składać to do kupy – wtedy często pojawiają się nowe pomysły na bazie tego co już zapisałem. Czasami planuję kto ma co powiedzieć. Robię to rysując kółka zamiast ludzików, bo tak jest szybciej i to w zupełności wystarczy. Jak mam to wszystko, mam gotowe scenariusze, to dopiero wtedy przepisuje je do komputera. Do archiwizowania tekstów i pomysłów używam darmowego programu Evernote, który działa jako aplikacja na komputerach oraz jako zsynchronizowana aplikacja na smartfony. Kiedy tekst jest przepisany, a błędy poprawione, nadchodzi czas żeby zrobić komiks w wersji jaką Wy widzicie na swoich ekranach.
W przypadku projektowania graficznego sprawa wygląda bardzo podobnie. Czy to logo, czy layout www, bierzemy do ręki ołówek i zaczynamy szkicować, bardzo prosto, bardzo ogólnie, stopniowo dodając szczegóły, rezygnując lub rozwijając konkretne wersje. To na tym etapie możemy swobodnie dopisać jakąś myśl, uwagę do projektu. Możemy przespać się z tym i wrócić na świeżo po jakimś czasie, mając zapisane wiele takich ulotnych myśli.
Kartka i ołówek – nie tylko dla grafików
Projekty dalekie od grafiki również rozwiązuję podobnie. Kiedy planuję np. jakąś akcję promocyjną na blogu, to też rozpisuje sobie wszystko na kartce. Po prostu otwieram umysł i zapisuję wszystko co z niego wylatuję. Owszem, część tych rzeczy jest kompletnie żenująca, a inne sprawiają, że zaczynamy bać się sami siebie, ale w tym potoku pojawiają się też dobre pomysły, które potem tylko wystarczy wyłowić.
Zapomniałbym dodać, że czasami po prostu na kartce bazgrzę. Bazgranie jest świetnym zajęciem. Tępione niepotrzebnie w szkołach, daje nam możliwość większego skupienia się i uruchomienia innych obszarów mózgu. Tak więc, bazgrajcie na potęgę 🙂
Wyzwanie
Część z Was pewnie stosuje taką metodę, część z Was od dzisiaj zacznie. Ale na pewno są wśród Was i sceptycy lub leniuchy, którym po prostu się nie chce. Dlatego proponuję wyzwanie: popracujcie tak przez jakiś czas i napiszcie mi jakie są Wasze spostrzeżenia.
Na koniec tylko jeszcze raz przytoczę główną myśl:
PROJEKTOWANIE ZACZYNA SIĘ OD KARTKI I OŁÓWKA
pozdrawiam
Zuch
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
Dobrze napisane Zuchu, większość młodszych projektantów zapomniało co to ołówek i papier. U mnie jest tak, że co jakiś czas łapie się na tym, że lepsze projekty to te, które wcześniej zostały przemyślane na papierze. Pozdrowienia dla Zucha
(mały błąd znalazłem „w tedy” – nie powinno być „wtedy”?:) – to też chyba przyczyna tego, że ludzie mniej piszą bez użycia klawiatury.
w tedy – tego niestety edytor nie wyłapie, że już o moim oku nie wspomnę 🙂 już poprawiam.
a co do projektów, to chyba przyczyna jest taka, że te z kartki są zwykle bardziej przemyślane i bardziej przesiane.
to w takim razie jeszcze 'na karce bazgrzę’ 🙂
Masz rację, bez papieru oraz zestawu ołówków i długopisów (skomplikowany, zupełnie niezrozumiały dla osoby z zewnątrz hierarchiczny system zapisywania 😉 nie byłoby pracy – najpierw idea, potem jej szlifowanie na kompjutrze. W końcu najpierw głowa, potem reszta.
Wszystko projektuję na papierze! Nigdy nie potrafiłam zaprzęgnąć do tego komputera – wydawał mi się on wyjątkowo nieintuicyjnym narzędziem do myślenia 🙂
Niedawno moje bazgroły przeszły na nowy poziom – wszystko przez wystąpienie Klaudii Tolman na TEDxWrocław, a później książkę „Myślenie wizualne”, która rozwinęła koncepcje przez nią zarysowane. Zamiast kartek A4 przy skomplikowanych projektach sięgam po brystol i flamastry. I z przekonaniem twierdzę, że nie ma lepszego sposobu na przedstawienie dużej ilości danych, zależności między nimi, aktualnego stanu, proponowanych zmian i ich efektów 🙂
Ja rzadko kiedy bawię się grafiką itp. ale myślę, że Twój wpis można odnieść także do pisania (a uwielbiam pisać opowiadania, powieści itp.). Mimo że najlepiej zawsze mi się pisało na komputerze (i zdecydowanie szybciej) to jednak wszelkie pomysły, plany itp. zawsze najlepiej spisać na kartce papieru, dopracować, a dopiero potem przenieść to na komputer tworząc tekst na podstawie tego, co jest na tej kartce 🙂
dokładnie tak jak mówisz.
To ja sobie pozwolę zaspamować na temat:
http://www.facebook.com/events/608076375899019/
W Warszawie też bawimy się w rysowanie i bazgranie, a wspomniana wyżej Klaudia Tolman u nas bywa.
Ja nie rysuję tylko piszę i od kiedy było to możliwe pisanie na komputerze było dla mnie dużo łatwiejsze. Przy pracy z papierem denerwująca jest zwłaszcza konieczność przepisywania kolejnych wersji tekstu zamiast ich poprawiania „na żywo”. Plus to, że w arkuszu kalkulacyjnym zapisane myśli można sortować, a kwoty zliczać
ale tu nie chodzi o samo pisanie, tylko o zaplanowanie tego co się chce napisać.
No więc nadal jest mi łatwiej zaplanować używając klawiatury i ekranu niż kartki papieru i ołówka.
Twoje doświadczenie nie jest powszechne.
to nie tylko kwestia mojego doświadczenia, ale powszechna zasada projektowania. Oczywiście nie koniecznie musi się sprawdzać w przypadku samego tylko pisania. Choć mam wrażenie, że nie do końca tę metodę przetestowałaś 🙂
Jestem z pokolenia, które ma za sobą pisanie wypracowań ręcznie i pamiętam, jaką ulgą był dla mnie komputer i edytor tekstu.
Też jestem z takiego pokolenia, bah!, też na dłuższą metę wolę pisać na komputerze niż na papierze (szybciej i łatwiej wprowadzać poprawki), niemniej do planowania, mapy myśli, konspektów, burzy mózgu itp. mam specjalny zeszyt. 🙂 Mam większą swobodę zabazgrania całej kartki strzałkami, kółkami itp., a ja lubię rozplanowywać sobie wszystko najpierw graficznie. Uporządkowana lista na komputerze przychodzi później. 🙂
Bardzo dobry tekst. Organizacja pracy długo sprawiała mi problemy, a jako że jestem szczególarz, detale bardzo szybko potrafią opóźnić mogą pracę, dlatego sam zauważyłem, że najlepsze projekty w wychodzą kiedy rodzą się na kartce.
Co się tyczy aplikacji miedzy platformowych, jak Evernote, czy kalendarz Google, faktycznie też oszczędzają masę czasu, pozwalając trzymać notatki, terminy itp. dostępne zewsząd – dzięki temu kiedy najdzie mnie „wena” w autobusie, mam wszystkie powstałe wcześniej pomysły w kieszeni 😉
Przydałby się jeszcze artykuł, dlaczego często najlepsze pomysły przychodzą do głowy w kibelku, a nie przy burzy mózgów 😉
„Przydałby się jeszcze artykuł, dlaczego często najlepsze pomysły przychodzą do głowy w kibelku, a nie przy burzy mózgów ;)” – może dlatego że jak się mocno skupiasz to dużo krwi do głowy dochodzi? 🙂
Cześć Zuchu. Ja pracę zaczynam i kończę na kartce i ołówku. Zaczynam, sięgając po kartkę z zapisem tego, na czym skończyłam wczoraj lub czego nie udało się skończyć i przeniosłam/musiałam przenieść na następny dzień. Później odkreślam to,co już jest skończone i najczęściej takie kartki lądują już w koszu. Wszystko jednak zostaje przeniesione do komputera,gdy praca polega na analizie danych. Jednak to ważne,żeby karta i ołówek były zawsze blisko. Wszystko jest w naszych głowach,ale najpiękniejsze linie przechodzą bezpośrednio przez rękę z ołówkiem.
Pozdrawiam
Akurat jestem programistą, ale w pełni muszę się zgodzić odnośnie wykorzystywania analogowych, offline’owych narzędzi na etapie projektowania. Papieru i ołówka nie trawię, uraz z lat szkolnych. 😉 Whiteboard za to – bezcenny, bezstresowe zmazywanie, kolory, wielka przestrzeń. To powinno być w każdym biurze.
O proszę, poruszyłeś temat, o którym też pisałem u siebie jakieś pół roku temu – http://nonameman.pl/papier-nie-gryzie/ (mam nadzieję, że nie uznasz tego za spam ;)). Generalnie to zdumiewające jak mało osób związanych z projektowaniem grafiki użytkowej podchodzi do tematu całościowo. Widziałem nieraz takie wspaniałe „realizacje”… A wystarczyłoby zamiast od razu rzucać się do AI czy PS podejść do tematu metodycznie i z głową (zaczynając od dokładnego przeczytania briefu).
No ale do tego trzeba warsztatu i doświadczenia, a tego na naszym rynku zdecydowanie brakuje. Z drugiej strony w sumie nawet mnie to nie dziwi – skoro klient oczekuje super wypasionego logo, za które chce zapłacić <200 PLN, to po co się spinać? Dla własnej ambicji? Przecież nią się człowiek nie naje 😉
Ehhh… Z utęsknieniem czekam na moment, kiedy ludzie zaczną kupować jakość, a nie cenę. Zasada "You get what you give" w wypadku prac kreatywnych IMHO sprawdza się jak mało gdzie. 🙂
jak to mówił mój Pan od plastyki: „Od ogółu do szczegółu”