
Jakiś czas temu mój trzyletni synek oglądając gazetkę reklamową jednego z hipermarketów, krzyknął: „Tatusiu! Zobacz, jedzenie dla kaczek! Musimy kupić,będziemy karmić kaczki na spacerze!!!” Oczywiście nie chodziło o jedzenie „dla” kaczek, ale o pasztet „z” kaczki. Trzeba jednak przyznać, że kombinował dobrze, bo pod pasztetem z kaczką na etykiecie, była karma dla kotów z kotem na etykiecie. Ta zabawna sytuacja zmusiła mnie do zastanowienia się nad kondycją polskiego rynku opakowań. Od razu zaznaczę, że nie chcę i nawet nie próbuję występować tu w roli eksperta. Po prostu trochę się projektowaniem opakowań interesuję, trochę na ten temat wiem i mam jakieś tam poczucie estetyki. I tyle.[more…]

Każdy jest grafikiem
Kiedy pokazuję znajomym jakieś kreatywne opakowania z zagranicznych półek, to wszyscy się zastanawiają, dlaczego u nas takich nie ma? Szczerze, to sam się nad tym zastanawiam. Czyżby nie było w Polsce dobrych projektantów? Przecież w dobie Torrenta i szerokopasmowego Internetu każdy może mieć w domu Photoshopa i dzięki temu prawie każdy jest dziś grafikiem. Właściwie więcej jest dziś chyba tylko fotografów. Skutkuje to tym, że często naszą rzeczywistość rynkową kreują osoby o, delikatnie mówiąc, plebejskim poczuciu smaku, z mierną znajomością zasad projektow ania, typografii itp. Jednak na naszym rynku jest przecież dużo bardzo dobrych agencji reklamowych, zatrudniających świetnych grafików, a mimo to polskie półki sklepowe wyglądają jak wyglądają. Gdzie zatem leży przyczyna słabych, miałkich, niewyróżniających się i nudnych projek tów powstających w agencjach? Moim zdaniem wina leży zarówno po stronie klienta, jak i pracowników agencji dokładających swoje pięć groszy do każdego projektu. Najłatwiej przekonać się o słabości rodzimego rynku poprzez wejście na stronę thedieline.com – jest to jedna z najlepszych stron na świecie poświęconych projektowaniu opakowań.
Gdzieś jest inaczej?
Słuchajcie – w innych częściach świata robi się fantastyczne opakowania. Może nie uwierzycie, ale gdzie indziej brand nie musi być oparty na elipsie! Zwróciliście uwagę na to, że większość projektów opakowań w Polsce opiera się o elipsę? Najlepiej z wirem pod elipsą. No i font musi być pochylony i z podcieniem – sukces gwarantowany. Czy to sok, czy to czekolada, czy to środek do mycia podłóg. Zawsze elipsa. Zawsze… Trudno się temu dziwić, jeśli w briefie od klienta czytamy: „Bardzo podoba nam się opakowanie firmy „X” i chcielibyśmy maksymalnie iść w tym kierunku, ale zróbcie to tak żebyśmy nie mieli procesu”. Spójrzcie np. na opakowania czekolad firmy Cadbury i popatrzcie na to, co mamy na naszej półce, dość podobnie. Zero oryginalności, maksimum strachu, chorobliwe asekuranctwo, brak wizji, brak jaj. W tym kontekście ciekawie brzmią słowa prezesa Sony, który mówi, że oni nigdy nie robią badań marketingowych, bo nie obchodzi ich, jakie są pragnienia rynku, bo sami te pragnienia tworzą. W Polsce jest zazwyczaj odwrotnie. Firmy decydują się na kolejne opakowanie w konwencji disco polo, bo z badań wynika, że panie w przedziale wiekowym 45-60 skłaniają się ku złotym wstęgom. Zero oryginalności… Innym problemem jest to, że w Polsce klient czuje się paniskiem i nie da mu się wyperswadować, że coś jest po prostu brzydkie.

Piąta kolumna
Klient klientem, ale co zrobić, jak ma się piątą kolumnę we własnej agencji? Spotkałem się z sytuacją, kiedy szef account’ów nie wysłał klientowi świetnego projektu, bo jemu samemu się nie podobało, gdyż na rynku ta- kich opakowań nie ma, bo klient nie zrozumie itp. Innym razem projekt koleżanki został odrzucony na poziomie agencji, bo szef uznał, że opakowanie jedzenia nie może być w kolorze czarnym, a 2-3 tygodnie po tej awanturze wielkopolska firma „Kuchnia Polki” wprowadziła opakowania z czarną dominantą. I co? Można było? Można. Firma z tego, co wiem, ma się dobrze, sprzedaje się dobrze, a opakowanie wyróżnia się na półce. Czas jakiś później sam próbowałem przeforsować opakowanie na jedzenie z dominującym czarnym i usłyszałem od ówczesnej sze fowej, że kto to słyszał, że po jej trupie etc, etc. I znowu niedługo po „dyskusji” na rynku pojawiło się opakowanie lodów Grycan (świetne zresztą), gdzie większą powierzchnie zajmuje czarna apla.


Może kiedyś
W Polsce osoby lubiące oglądać estetyczne i kreaty wne opakowania (są różne wariactwa) muszą to robić na zagranicznych stronach, bo w polskim sklepie nie ma na co patrzeć. Ciekawe opakowania są zjawiskiem wyjątkowym. Nie wiem, czy i kiedy zmieni się nasza polska projektowa mentalność, kiedy wyjdziemy z grajdoła przeciętności, z królestwa elips i wirów. Może w końcu komuś zaświta myśl, że lepiej żeby produkt się wyróżniał, był „jakiś” i budował swoją własną markę i pozycję, niż żeby ślizgał się na popularności konkurencji z nieco wyższej półki.
pozdrawiam
Zuch

Tekst pierwotnie ukazał się w magazynie Kreatywny Bazar.
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
Zuchuuu, z tymi opakowaniami to nie tylko problem kiepskich umiejetnosci designerow, braku kasy, braku odwagi, tepych klientow i zaleknionych „trend-setterow’-dyrektorow, ktorzy nie sa w stanie przepchnac najlzej-innowacyjnego projektu. To przewala sie przez sklepowe polki ta sama szambo-mentalnosc, jak przez polskie suburbia i landszafty. Ludzie stawiaja domy za 300-500 tys PLN i wiecej, ale projekt domu kombinuja najtanszy, sciagniety z pierwszej lepszej Burdy dla budowlancow i przerabiaja troszku z panem Kaziem czy Zenkiem, bo szkoda wydac te dodatkowe kilka czy kilkanascie tys. PLN. Byle kolumny byly przy wejsciu i zlote szprosy w oknach. A fenomen koloru kiblowego?? Jak to wytlumaczyc?? Te mietowe fasady, te blado-seledynowe toalety i przedpokoje?? Ci wlasnie ludzie tak samo maja w dupie swiezy, zaskakujacy design. Nie chca, nie potrzebuja, boja sie !!!
*
Zamiast klasc to na karb narodowych cech Polakow, ludze sie nadzieja, ze to spuscizna po komunie, gdzie zasada przetrwania byla mimikra i nie zwracanie na siebie uwagi i ze cecha ta z czasem zblednie za 1-2 pokolenia.
Ja tu czuje trochę nutkę zarozumialstwa. I nie chodzi mi Maćku o Ciebie, tylko o ogólne podejście ludzi z branży. Często zwracam uwagę na takie zachowanie jak wmawianie ludziom co jest ładne i co jest trendy. Jeśli grafik powie mi że to jest ładne, artystyczne i wypasione to znaczy że tak jest bo jest on grafikiem czy projektantem? A może mnie się nie podoba? Czy to znaczy że jestem wiesiek disko-polo?
Ja czasem robię dla ludzi zdjęcia – celowo nie nazywam ich fotografiami bo często mają żadną wartość artystyczną. Artystyczne podejście chowam dla siebie – do szuflady. Czemu? Starałem się robić zdjęcia maksymalnie artystycznie, korzystając z trendów w postprocesingu i innych wskazówek rynkowych. Dużo czytałem i oglądałem miliony fotografii najbardziej znakomitych fotografów świata. Kształtowałem swój gust.
Pewnego dnia klient mi powiedział oglądając materiał, że nie tego się spodziewał. Wyjaśnił mi o co mu chodzi i doznałem szoku. Uświadomiłem mu, że to czego chce to zwyczajny kotlet. Odpowiedział mi tylko tyle: – no i co że kotlet? Mnie się podoba, a pana artyzmu i tak nie zrozumie większość mojej rodziny. A dla nich zamówiłem te zdjęcia. Zdjęcia z rodzinnej imprezy.
Podsumowując. Opakowania (i inne Wasze produkty) nie są dla grafików. Są dla zwykłych ludzi. Wasze gusta są tu kompletnie bez znaczenia.
Bez urazy…
samochody nie są dla projektantów, a dla kierowców – chcesz żyć w świecie polonezów i dużych fiatów dlatego, że panu Czesiowi się podoba? Ja wolałbym żeby samochody wyglądały lepiej. Tak samo jest z opakowaniami i designem w ogóle. Projektanci są po to żeby projektować, a konsumenci żeby konsumować. I te role nie powinny się odwracać. Po prostu każdy ma swoje miejsce w tym procesie.
Ach gdyby tylko dzisiejszy samochód wyróżniał się tak designem wśród innych jak ten wspomniany duży fiat. Obecny wygląd samochodów to naprawdę marność nad marnościami i równia pochyła. Warto czasem zastanowić się nad złotym środkiem na linii funkcjonalność/wygląd. Gdyby duży fiat miał parametry techniczne nowych samochodów to na pewno bym go kupiła.
Uzupełnienie…
To jest podobnie jak z technologią Apple. Wszystko wiedzą lepiej czego ludziom trzeba. W ten sposób popsuli Mac Booka Pro bo aby był ładniejszy trzeba do niego nosić pińćset przejściówek. Bo RJotki nie ma gdzie wpiąć nie mówiąc już o DVI…
nie zgodzę się z tym, żeby popsuli macbooka pro. Sam mam takiego i nie zamieniłbym go na żadnego innego lapka. No i mam tylko jedną przejściówkę żeby podpiąć nie applowy monitor. Zresztą wiesz co kupujesz. Zawsze można wybrać inną firmę, jakiegoś klamota byle miał odpowiednią dziurkę. Wolna wola.
Oczywiście że wolna. Zgadzać się nie musisz. Fakt jest faktem że kosztem designu zabrali część funkcjonalności… Nosić przejściówkę a nie musieć o niej pamiętać to dwie różne sprawy. A jeśli chodzi o klamota to pachnie mi tu funboystwem. 😉
@majster-bieda… coś mi się wydaje, że jak idziesz do lekarza to mu mówisz jak ma Cię leczyć, a zamiast korzystać z rad projektanta przy budowie domu odpalasz CAD’a samemu.
Po to są ludzie, którzy zajmują się czymś profesjonalnie, są specjalistami w swoich dziedzinach, by mówili innym co i jak robić albo jak coś powinno wyglądać. Oczywiście tak samo jak można trafić na projektanta ignoranta, tak samo można dostać się do lekarza „konowała”. Życie.
Przy tym wszystkim pamiętać jednak należy, że robienie artystycznych zdjęć z imprezy rodzinnej (gdzie powinny być jak najbardziej reportażowe) to jak wykorzystać projekt papierosów do opakowania jogurtu – wszystko ma swoje ramy!
Pozdrawiam
@Chiron – mylisz się, nie uczę lekarzy leczyć ani nie uczę projektanta projektować. Lekarz i zdrowie to nie rzecz gustu. To nie jest produkt z mojego punktu widzenia. Projektantowi jednak jasno bym powiedział czego oczekuje. W końcu sam mam w tym domu mieszkać. Oczywiście zawszę biorę pod uwagę zdanie mądrzejszych gdy chodzi o funkcjonalność. Nie odwracaj kota ogonem.
Tak naprawdę nie zrozumiałeś mnie. Gdy chodzi o gust i potrzeby to nikt nie wie lepiej ode mnie co mi się podoba i czego potrzebuje. Jak ktoś mądrzejszy powiedział nad gustami się nie dyskutuje a ten post najwyraźniej jest próbą tego zjawiska.
Nie podoba mi się jechanie po swojej własnej branży dlatego że ludzie robią to co chce klient. Pachnie mi to troche snobizmem… -tak – to ja wiem najlepiej co jest dobre w Wy nie umiecie projektować -. Obawiam się że jeśli tak dalej pójdzie to „Dobrzy i kreatywni” projektanci będą pracować tylko dla siebie nawzajem. Ja rozumiem że chciało by się mieć tylko takich klientów co słuchają bożyszcze projektanta w każdej sprawie. Niestety tak nie ma i dobrze. Zaraz mieli byśmy wszystko piękne ale z funkcjonalnie jak przywoływany przeze mnie Mac Book Pro.
Co do zdjęć to przyznaje Ci 100% rację. Najwyraźniej nie wszyscy to rozumieją i próbują być mądrzejsi.
Widzisz… kiedyś pewien projektant wnętrz powiedział mi mądre słowa: „- czemu ludziom tak szybko przestają się podobać ich domy i wnętrza? – bo nie zatrudnili dobrego projektanta, który wiedział co jest modne teraz, co będzie w najbliższej przyszłości, a co jest uniwersalne i praktyczne. Wolą się zdać na swój gust, który zawsze będzie o ktok za nowoczesnością.”
To projektanci wyznaczają trendy! Ci najlepsi oczywiście. Widać to także dobrze na przykładzie samochodów, które często w momencie premiery są mocno kontrowersyjne, ale już po paru latach okazuje się, że to bardzo ładne projekty… czasem nawet lekko już nudne.
Nie twierdzę, że klient nie powinien mieć własnego zdania. Powinien. I projektant powinien dokładnie wysłuchać jego uwag. Często jednak te uwagi są albo stosowane dosłownie w projekcie i wychodzi „wioska” albo klient „wie co chce i koniec” i znów jest „wioska”. Niewielu jest takich, którzy dają się przekonać do dobrego nowatorskich rozwiązań.
Nowatorskich oczywiście na naszym rynku (przeważnie).
Pozdrawiam
@Chiron – zacytuje: „albo klient „wie co chce i koniec” i znów jest „wioska”. Niewielu jest takich, którzy dają się przekonać do dobrego nowatorskich rozwiązań.”
W tym przypadku wioska jest tylko dla projektanta, a nie klienta… 🙂
Ja tu występuję z pozycji całkowitego laika, który jednak lubi sobie poczytać o tym i owym, i moja uwaga jest taka: brak zdjęć! Ja poproszę ilustracje do tego tekstu konkretnymi opakowaniami na tak i na nie. Chcę widzieć okiem.
np. ostatnie nagrody za najlepsze opakowania:
http://creativebits.org/competition/pentawards_2012_packaging_design_award_winners
faktycznie powinny być i na dniach będę. Z pośpiechu mi to gdzieś umknęło. Mea culpa.
Zapytam też inaczej bo widzę że mnie nie zrozumiano.
Jakie prawo ma projektant aby oceniać gusta swojego klienta skoro to klient płaci? Skoro płaci to wymaga.
Nadmienię jeszcze jedno. Bardzo lobię prostotę i mnie się bardzo podobają produkty ładnie i funkcjonalnie opakowane. Nie znoszę tylko jak ktoś mówi mi że jestem wieśniakiem za to że podobają mi się inne rzeczy. 😉
Jeszcze o domach i projektantach. Chiron, czy myślisz że jeśli ktoś zatrudnił by sobie projektanta do domu i projektant by mu zrobił coś zajebistego, tylko nie w jego guście, to taki dom by mi się nie znudził?
To również jest naciąganie. Ja mam wrażenie, że projektant wnętrz to coś takiego jak homeopatia. Trzeba wmawiać ludziom że to jest potrzebne bo projektanci wiedzą lepiej. Widziałem kilka domów gdzie projektant maczał palce w wystroju i w życiu bym w nich nie zamieszkał. Zamieszkał bym za to w pewnym domu pomysłowego Pana Gienka który sam wydłubał masę praktycznych rzeczy, a do tego jest na tyle sprytny że wszystko to doskonale się prezentuje. Powtarzam… nad gustami się nie dyskutuje. I nikt nie ma prawa oceniać drugiego człowieka po jego guście.
„nad gustami się nie dyskutuje” – bez urazy ale to jedna z największych bzdur powtarzana od wieków. Prawda wygląda tak, że każdy to robi cały czas, ot, choćby my tutaj.
Co więcej – z gustem jest tak, że każdy ma jakiś. Jedni mają badziewny, a inni mają wysmakowany. I to właśnie ta druga grupa powinna kreować rzeczywistość. Jednak problem polega na tym, że ta pierwsza grupa myśli że jest tą drugą.
„Jedni mają badziewny, a inni mają wysmakowany”… Rozumiem, że Ty masz wysmakowany. ;))) Och! ach! och!… ależ ja jestem WIELKIM ARTYSTĄ! IDĘ KREOWAĆ GUSTA POLSKIEGO PLEBSU! 🙂
Bez urazy Maćku, ale nie trafia to do mnie. Bardzo lubię Twój gust i styl, ale wiesz – nie wszystkim to się musi podobać. Dla niektórych to Ty jesteś w tej grupie której wydaje się że są NAJ a tak naprawdę zalatują badziewiem i nie powinni kreować rzeczywistości. Takie gadanie to obosieczna broń bo gustu nie da się zmierzyć. Dlatego nie powinno się o nim dyskutować. Dlatego właśnie uważam że to Ty pierdoły opowiadasz.
proszę nie dorabiaj mi inwektyw, których nie użyłem. Jeśli masz jakiś kompleks plebsu to też nie moja wina. Poza tym zobacz co jest napisane w stopce tego bloga: „Nie chcę się stawiać w roli eksperta. Jestem normalnym konsumentem rzeczywistości.” Ja tu nie piszę jako świetny projektant (bo też za aż takiego się nie uważam), tylko jako konsument. Jako osoba, która chce żeby opakowania – na które muszę patrzeć co dziennie – były ładniejsze, ot,co. Tak że porzuć swój wojowniczy styl, bo jesteśmy po tej samej stronie, jak to nazwałeś, plebsu.
No dobra. Zawieszam topór jeśli czujesz się po mojej stronie. 😉 Po prostu z Twojego stylu pisania można wywnioskować właśnie takie podejście – eksperta. Kompleksu plebsu nie mam chyba. Czasami szarpie mnie tylko jak ktoś wsadza sobie kołek w tyłek i myśli że jest nie wiadomo jakim autorytetem. Mamy to na co dzień w telewizji choćby.
Także co złego to nie ja…
Może po prostu źle Cię zrozumiałem.
aha, projektant nie ocenia gustów swoich klientów, tylko robi dobrze swoją robotę. A hasło „skoro płaci to wymaga” jest jakimiś popłuczynami po polskiej sarmacji. Sam wiesz gdzie to nas zaprowadziło.
Nie widzę związku. Wydaje mi się że po prostu dorabiasz filozofie aby obronić to co napisałeś. Po prostu się z tym nie zgadzam.
no jak nie widzisz związku….
Ja się z Zuchem zgadzam.
Nie tylko gusta odbiorców końcowych sprawiają, że nasze projekty wyglądają różnie, przez beton nie do przebicia, w postaci szefostwa (i nie mówię to o starciu „gusta moje”, „gusta klienta” – raczej o ignorowaniu przez szefostwo pewnych faktów i nie przyjmowaniu do wiadomości faktu, że czasy się zmieniły).
Podam własny przykład – pracuję dla uczelni wyższej, projektuję głównie billboardy, plakaty, ulotki itp. Kolega biurko obok zajmuje się www.
Zarówno moje projekty jak i strony kolegi zawsze podlegają korekcie szefa działu, który z kolei musi przekazać je do akceptacji rektorowi i czasem – przy poważniejszych akcjach – reszcie szanownego gremium. Cała „szlachta” w gronostajach miała jako takie pojęcie jak powinna wyglądać reklama 20 lat temu. Kompletnie nie rozumieją obecnych trendów działających na nasz główny target – licealistów, maturzystów…
Grunge to dla nich jakieś plamy i bałagan, Facebook to dla szanownego gremium czarna magia, którą znają jedynie od strony prywatnej (a i to nie zawsze) obsługując je przy pomocy swoich latorośli ogarniętych w temacie ustawień i wrzucania zdjęć. Sens pakowania pieniędzy w reklamy na Google długo im umykał i mooocno trzeba było się napocić, żeby wyjaśnić co to właściwie daje (i dlaczego czasem pod naszą reklamą widnieje reklama uczelni konkurencyjnej).
Odważniejsze projekty są z góry skazane na porażkę, lub nieśmiertelny nagłówek „z większym logo” i „nie to zdjęcie, bo ładniejsze widzieli kilka lat temu na jakiejś reklamie” i – mimo braku kontekstu i logiki – „tamto zdjęcie ma być”.
Koniec dyskusji. Etatowi graficy z pewnością znają uczucie bycia naroślą przy rękach wiszących nad klawiaturą ze znajomością obsługi magicznego fotoszopa i corela.
Tacy ludzie nie biorą pod uwagę reakcji młodzieży – to IM ma się podobać. Często łapiemy się na tym, ze projektując kolejną reklamę właściwie robimy ją pod szefostwo, nie pod potencjalnego klienta.
Pokutuje przekonanie, ze to rodzice wybierają szkołę dzieciom, skoro będą im za nią płacić. To rodziców ma przekonać ta reklama – wiekowo zbliżonych do szefostwa. Na podstawie owych przekonań co roku wyrzucana jest kasa na reklamy w prasie, tylko powiedzcie mi – ilu znacie licealistów kupujących Rzeczpospolitą, Wprost czy Home&Market ?
Mimo wyników ankiet przeprowadzanych co roku na nowych studentach, które wyraźnie mówią, że w znakomitej większości uczelnię wybrali sami, na podstawie swoich zainteresowań lub planów na przyszłość, że pracują i sami ją sobie opłacają, a o uczelni dowiedzieli się z internetu szukając samodzielnie, od znajomych lub podczas pogadanek przeprowadzanych cyklicznie w liceach przez nasze specjalistki od doradztwa zawodowego.
Właśnie.
Nie dość, że o gustach właśnie należy dyskutować, bo nic innego nie doprowadza to rozwoju tak intensywnie, to jeszcze gdyby zaprzestać, po co były by wszystkie uczelnie artystyczne, warsztaty, mądre głowy itd.
Nie twierdzę, że zawsze mają racje, ale po to ktoś ma uprawnienia do omawiania i oceniania sztuki (a projektowanie graficzne w jakimś stopniu nią bywa)?
Jeśli wrócimy na chwilę do aut:
Idę i kupuję taki jak mnie się spodobał. Ok.
Tylko zawsze jest ktoś kto zdecydował już za nas jakie kolory tapicerki będą możliwe do wybrania przy jakich kolorach auta. Jakie będą felgi w wersji zwykłej a jakie w sportowej… itd.
Jeśli wynajmujemy grafika, a jeszcze lepiej agencję (która nie tylko ma projektować ale także tworzyć wizerunek, spójną kampanie etc.) to nie wybieramy na chybił-trafił!
Wybieramy bo podobają nam się ich (jego) kreacje albo dla tego, że są (jest) skuteczni w tym co robią.
Jeśli rozmawiamy o ulotkach, opakowaniach, plakatach, reklamach. stronach internetowych itd. to chcemy przede wszystkim by były efektywne i efektowne.
Chyba, że zależy klientowi (który, jak zakładam, zna się na swojej pracy przede wszystkim) by projekty powstawały dla niego – osobiście. Niech sobie powiesi na ścianie.
Przykład szkoły jest tu rzeczywiście bardzo wyraźny.
Ja podam inny: znam kilku właścicieli klubów, którzy otwierali je 18, 15, 10 lat temu. Klub dalej celuje w tę samą grupę docelową jednak klientów ubywa.
Ciężko jest takim właścicielom zrozumieć, że 20 latkowie naślcie lat temu i świat reklamy w jakim się obracali to zupełnie niedzisiejsi 20 latkowie, że zmieniły się kanały reklamy, sposoby jej odbierania, style projektowania itd.
Jedynie DJ ma tu pewnego rodzaju swobodę bo efekty jego pracy widoczne są częściowo od razu i łatwo przekonać do takiej czy innej muzyki.
Jeśli kilkanaście milionów ludzi na świecie stwierdziło (poprzez zakup), że iPhone jest dla nich najpiękniejszym telefonem to ciężko polemizować i twierdzić, że jest inaczej. Jest jednak kilka miliardów ludzi na świecie – są więc tacy, którzy wybrali inne modele.
Jak widać nie ma jednej absolutnej zasady w dobrym projektowaniu. Ludzie po prostu mają różne gusta.
Jedni lubią Polsat inni TVN.
Zadaniem projektantów jednak powinna być żmudna i bolesna praca nad edukacją w tym temacie, a nie finansowe poddaństwo zleceniodawcom.
Trzeba walczyć o ideały – nawet jeśli często trzeba zadowalać się tylko kompromisami.
Dla mnie niesamowite są obecne na naszym rynku od jakiegoś czasu opakowania Podravki http://www.podravka.pl – ryże, makarony, itp. wszystko w tym samym stylu, elegancko, czytelnie, po prostu ŁADNIE. I co najważniejsze – skutecznie – wystarczy przejść się po markecie i zobaczyć, co się rzuca w oczy i jaka jest różnica między Podravką a konkurencją – te opakowania aż chce się wozyć do koszyka.
Pzdr.
Ja kiedyś usłyszałem że to opakowanie jest za ładne i to nie będzie pasować do reszty asortymentu 😛