ZUCH Jak być facetem: tatą, mężem i geekiem naraz ✍ blog i komiksy
  • blog
  • komiks biurowy
  • komiks rodzinny
  • wideo
  • o mnie
  • współpraca/kontakt
  • portfolio
  • blog
  • komiks biurowy
  • komiks rodzinny
  • wideo
  • o mnie
  • współpraca/kontakt
  • portfolio

Rok na swoim

29/01/2013  |  By ZUCH In Zuch w pracy, Zuchbiektywnie

1 grudnia minął rok od kiedy skończył się mój okres wypowiedzenia i definitywnie pożegnałem się z etatem. Zaczął się nowy rozdział mojego życia – własna firma. Osobom leniwym, którym nie chce się czytać do końca, mogę zdradzić końcowy wniosek – przejście „na swoje” było jedną z moich najlepszych decyzji. Jeśli jednak macie trochę czasu, to zaraz przybliżę Wam plusy i minusy (bo takie też są) własnej działalności. Oczywiście z mojej, osobistej perspektywy.

Szybciej, szybciej

Pierwsza rzecz jaką zrobiłem kiedy ostatni raz wróciłem z pracy do domu, to wyłączenie budzika. W taki symboliczny sposób zerwałem kajdany 🙂 Jedna z rzeczy, która mocno dawała mi się we znaki pracując na etacie, to właśnie praca liczona na czas, a nie zadaniowo. Co z tego, że coś mogę zrobić w cztery godziny skoro muszę siedzieć osiem. W jednej firmie, żeby dostać premię musiałem siedzieć codziennie po godzinie dłużej. Nie ważne, że produktywność wkrótce spadła. Ważne, że pracownik siedział dłużej.

Dziś mogę sobie regulować czas spędzany w pracy wg faktycznych potrzeb. Owszem, zdarzają się dni, że pracuję więcej niż regulaminowe osiem godzin, ale jest ich mało. Zdecydowanie więcej jest dni kiedy pracuje mniej.

Brak sztywnych ram czasowych pozwolił mi w dużej mierze wyeliminować bardzo stresujący pośpiech. Wcześniej musiałem się spinać, żeby rano ogarnąć siebie i dzieci. Dojechać do przedszkola, tu znowu pośpiech z przebieraniem, a potem na wariata do pracy. Punktualnie i tak właściwie nigdy nie dojechałem, za to zwykle byłem zdenerwowany i bez śniadania – samo zdrowie. Łatwo się domyślić, że jedną ze zmian jakie zaszły ostatnio w moim życiu to regularne i treściwe śniadania.

Płacz i płać

Wróćmy jednak do samej firmy, bo takową posiadam. Z początkiem stycznia 2012, jak pan ZUS przykazał, zarejestrowałem firmę i rzuciłem się w objęcia Urzędu Skarbowego i wspomnianego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Mniej więcej miesiąc po tym wydarzeniu dużo lepiej zrozumiałem hasła powtarzane przez przedsiębiorców, takie jak: złodzieje, skandal, czy – przenoszę się na „wyspy”… Oczywiście byłem świadom wszystkich opłat, nie zaskoczyło mnie to wcale, ale też nie zaczęło bawić. Dziś, kiedy to faktycznie ja płace wszystkie składki, wkurza o wiele bardziej. Fakt, że mimo tych składek, muszę i tak płacić, żeby iść z dzieckiem na prywatną pięciominutową wizytę do laryngologa, bo kolejka w przychodni to jakieś kuriozum.

10 w 1

Będąc właścicielem jednoosobowej firmy człowiek staje się urządzeniem wielofunkcyjnym – przez to wiele osób się wykłada, bo nie radzą sobie z wielozadaniowością. Oczywiście nie chodzi mi o robienie wielu rzeczy naraz, bo tak się nie da. Chodzi mi o umiejętność pracy na wielu różnych frontach. Ja za ten stan rzeczy winię naszą edukację, która (przynajmniej w moim wypadku) przez osiemnaście lat swojego trwania milczała na temat przedsiębiorczości, produktywności i organizacji pracy. Mam chyba jakieś wrodzone predyspozycje, bo idzie mi to całkiem nieźle. Jestem jednocześnie grafikiem, blogerem, twórcą komiksów, testerem, recenzentem, sekretarką, account managerem, szefem, PR-owcem, project managerem i panem kanapką (zdarza mi się też być biurowym bumelantem marnotrawiącym czas na Facebooku). Lekko nie jest, ale daje radę. Doświadczenia tego roku, to jak jestem w stanie poukładać swój czas sprawiają, że rzewnie płaczę nad wspomnianą produktywnością i stylem pracy w polskich firmach.

Czas

Na brak zleceń nie narzekam, a jednak mogę sobie pozwolić na to, żeby przez 3 dni w tygodniu opiekować się córeczką (wtedy do komputera siadam około 22 na 3-4h, co w sumie lubię, bo jest spokój). Ze wszystkim się wyrabiam, a mam jeszcze czas, żeby zrobić dla żony obiad, czy pojechać do sklepu. Mogę bez problemy iść na Jasełka w przedszkolu synka, mogę iść na siłownie, mogę wyskoczyć z braćmi na burgery w ciągu dnia. Niby małe rzeczy, ale strasznie dla mnie ważne. Codzienność nabrała kolorytu, który zwykle jest zabierany powtarzalność dni i niemoc samodecydowania.

Może być miło

Bardzo ważnym zjawiskiem jest sympatia klientów. Zauważyłem, że po wyeliminowaniu pośredników praca o wiele sprawniej posuwa się na przód. Oczywiście nie twierdzę, że każdy account czy szef to zło, co to to nie. Po prostu wiele osób na tych stanowiskach nie zna się na sprawach przy których pośredniczą, ale też najzwyczajniej w świecie nie szanuje się pracy i czasu drugiej osoby. Proszę nie mówić, że klient to klient, inaczej się nie da, itp. Otóż da się. Da się, bo miałem okazję pracować z accountami, którzy znali się na swojej pracy, ale przede wszystkim dlatego wiem, że tak się da, bo sam tak robię od roku. Przez ten czas jedyne nieporozumienia (bodaj dwa) wynikły przy projektach, kiedy ktoś pośredniczył między mną, a klientem. W innych wypadkach współpraca wygląda świetnie, prawie familiarnie. Ludzie liczą się z moim zdaniem i są otwarci na moje sugestie. Ja szanuję ich, oni mnie. Naprawdę 95% projektów, w których w tym roku uczestniczyłem przebiegła w atmosferze wzajemnego szacunku i koleżeństwa.

Klucz odpowiedzi

Tak sobie myślę, że prowadzenia własnej firmy zaprzecza temu jak byliśmy uczeni, wychowywani, czy w jakich ramach poruszaliśmy się na etacie. Trzeba być wyrazistym, mieć swoje zdanie, umieć się pokazać, bywać i poznawać ludzi. Tu nie ma miejsca na klucz odpowiedz. Tu nie ma miejsca na ciche przesiedzenie w kącie licząc na to, że jakoś się upiecze, że klienci spadną z nieba, Zusy i vaty same się zapłacą. Z każdym kolejnym dniem uderza mnie to jak bardzo nie jesteśmy przygotowanie do bycia przedsiębiorczym… Nie chcę popełnić częstego błędu stwierdzając, że jeśli jest dobrze, to jest dobrze i nic nie trzeba zmieniać, nigdzie dalej nie sięgać. Nie chcę spocząć z tym co mam w tym momencie. Chcę się rozwijać. Poprzedni rok był dobry, firma jakoś okrzepła. Ten rok chcę żeby był jeszcze lepszy.

Summa summarum

Tak jak wspomniałem we wstępie, rozpoczęcie własnej działalności było jedną z najlepszych decyzji mojego życia. Jeśli ktoś pyta czy było warto – odpowiadam, że było, oj było. Ale gdy ktoś pyta czy sam ma to zrobić, to odpowiadam, żeby to przemyślał, przeliczył, zastanowił się. Praca na własny rachunek to świetna sprawa, ale nie dla każdego i nie w każdej chwili. Ja zdecydowałem się na ten krok, mając pięć czy sześć lat doświadczenia i reklamę w postaci dobrze rozpoznawalnego bloga. Krótko mówiąc: warto, tyle że jak wszystko – z głową.

Pozdrawiam

Zuch

  • About
  • Latest Posts
ZUCH
Obserwuj
ZUCH
Szef i projektant at BUKEBUK – Self-publishing
Maciej Mazurek – prywatnie mąż Karoliny oraz tata Szymona, Hani i Adasia. Zawodowo od zawsze związany z projektowaniem graficznym i mediami społecznościowymi. Właściciel i projektant w BUKEBUK (gdzie wspiera autorów książek), wykładowca w Collegium Da Vinci, współorganizator Influencers LIVE Wrocław i Influencers LIVE Awards ekspert Polskiej Komisji Akredytacyjnej, członek Rady Doradczej Rodziców instytutu badawczego NASK. Uwielbia kawę, fantastykę, sztukę, filozofię, media społecznościowe i granie na konsoli po nocach. Bloguje od stycznia 2009 roku.
ZUCH
Obserwuj
Latest posts by ZUCH (see all)
  • „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
  • Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
  • AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
Previous Storyśmieszny piesek
Next Storysiłownia

25 komentarzy

  1. zorka 29/01/2013 Odpowiedz

    🙂

  2. wojtek 29/01/2013 Odpowiedz

    Ament 🙂 Największa satysfakcja to tworzenie czegoś na własny rachunek – od początku do końca przez siebie i dla siebie. A te kilkanaście nadgodzin tygodniowo nie boli tak jak godzina na etacie i można w środku dnia na basen wyskoczyć 🙂
    Oczywiście jak napisałeś nie jest to zajęcie dla wszystkich.

  3. Black 29/01/2013 Odpowiedz

    Zuchu, zapomniałeś dodać, że jako początkujący przedsiębiorca jesteś na preferencyjnym ZUS-ie. Za rok się skończy, a wtedy zaboli – oj zaboli. Nie sama kwota, ale świadomość, że płacąc trzy razy więcej masz takie samo nic… Wciąż będziesz chodził do prywatnego lekarza. Natomiast co do całej reszty, podpisuję się rękami i nogami. Dodałbym jeszcze do tego znacznie wyższe poczucie odpowiedzialności – na etacie jak zawalisz, to najgorsze, co Cię spotka, to zwolnienie. Na swoim tracisz klienta, dochody, renomę, a jak wyjątkowo dasz ciała, to jeszcze możesz się wkichać w spore odszkodowanie. Mimo to, a może właśnie dlatego, na swoim wszystko przychodzi łatwiej – bo nie musisz, a chcesz…

    Pozdrawiam,
    Przedsiębiorca z 5-letnim stażem.

    • zuch 29/01/2013 Odpowiedz

      nie zapomniałem, nie zapomniałem… o pełnym ZUSie nie da się zapomnieć 🙂

      • biniosuaf 02/02/2013 Odpowiedz

        To w takim razie podsuwam taką myśl. Wpis pt „Drugi rok na swoim. Rok na pełnym zusie” :>

        PS. Wielkie dzięki za przydatny tekst. Temat własnej firmy nadawałby się na całą serię wpisów ;>

  4. Michal Fraczek 29/01/2013 Odpowiedz

    Zuchu!

    gratuluję i trzymam kciuki za kolejny rok. Nigdy nie pracowałem na etacie – od razu poszedłem na swoje (nie licząc prac dorywczych w knajpach). Co prawda czasem marzy mi się, żeby o 16 mieć wszystko gdzieś i walczę z poczuciem, że cały czas myślę o pracy, ale to na szczęście tylko czasem 🙂

  5. Hape 29/01/2013 Odpowiedz

    No zapomniałeś albo jeszcze nie doszedłeś do momentu nauki dysponowania środkami – a właściwie oszczędzania. Przez 3 lata na freelancu człowiek się uczy, że jednego miesiąca nie wie w co ręce włożyć a drugiego nie ma w co ręce włożyć… koloryt też często psują terminy płatności a właściwie przekraczanie ich przez firmy – szczególnie gdy już jesteś na etapie „siemano” a nie „dzień dobry”… Przyznam, że najlepiej mi się również pracowało na freelansie ale niestety różne przypadki chodzą po ludziach i gdy pracownia zmieniła się w pokój suszenia pieluch, rozmowy przez telefon budziły dziecko – musiałem zbastować. Życzę powodzenia!

  6. gnievkumusic.blogspot.com 29/01/2013 Odpowiedz

    „twórcą komisów” – miało być komiksów, czy tworzysz też komisy samochodowe? 😉

    • zuch 29/01/2013 Odpowiedz

      oł jeee, jedna z moich lepszych literówek 🙂

  7. ofcapl 29/01/2013 Odpowiedz

    dobrze to słyszeć 🙂 pozdrawiam oraz życzę pomyślności i rozwoju firmy, jako również świeżo upieczony przedsiębiorca! (od września 2012 😉 )

  8. Magdalena 29/01/2013 Odpowiedz

    Bardzo dobrze, że napisałeś co nieco na ten temat. Pozdrawiam!

  9. Marcin 29/01/2013 Odpowiedz

    Super, szczerze życzę tylko, żeby entuzjazmu nie zabiło czekanie na przelew 🙂 https://www.facebook.com/czekam

  10. Paweł 29/01/2013 Odpowiedz

    Gratulację i oby tak dalej, bycie zadowolonym ze swojego życia to świetna sprawa!

  11. E2therca 29/01/2013 Odpowiedz

    Poza życzeniami wszego ..pszego! dzięki za poruszenie tematu nauczania przedsiębiorczości młodych ludzi. Od kilku miesięcy jestem na swoim, ale o wiele dłużej zastanawiałam się dlaczego chory system mnie do tego nie przygotował abym mogła zacząć robić to wcześniej. Staram się jak mogę rozmawiać z tymi, którzy po studiach najprawdopodobniej zasilą grono bezrobotnych,aby zamiast telefonów personalizowali siebie w „nowe aplikacje”, a niestety na lekcjach przedsiębiorczość wciąż uczy się wypełniania Pit-ów;/
    Pozdrawiam:)

  12. Ola 29/01/2013 Odpowiedz

    Zuchu, ale być inaczej chyba nie mogło niż z sukcesem. Ani przez moment w Ciebie nie wątpiłam gwiazdeczko Ty nasza!
    Jesteś moją inspiracją (pojutrze ostatni dzień okresu wypowiedzenia a potem ZUS US i regun) więc jak mi coś nie pójdzie to Cię będę ścigać 🙂

    • zuch 29/01/2013 Odpowiedz

      🙂 miło słyszeć… no może poza groźbą :-)))

  13. Łajza 30/01/2013 Odpowiedz

    Najlepszego z okazji roczku. Muszę szczerze przyznać, że Twoja decyzja o odejściu z etatu pomogła mi podjąć własną – i również nie żałuję. Powodzenia i „oby nam się”! 🙂

  14. MiłoszW 30/01/2013 Odpowiedz

    Kurczę, fajnie. Ja tam się boję. Urzędasów i ZUSu. No i tego, że ludzie coraz biedniejsi. A jak babcia w Biedronce nie będzie miała, to i powoli nas dosięgnie w branży. Chyba, że „wyspy”…

  15. Justyna Ka 30/01/2013 Odpowiedz

    Podpisuję się pod wszystkim rękami, nogami i nosem 🙂 Jestem na własnym od czerwca więc dopiero kilka miesięcy, nie mam jeszcze za bardzo czasu oderwać się od kompa w ciągu dnia ale jestem przeszczęśliwa, że nie na etacie 😛

  16. Słowo Daję. Daję Słowo. 31/01/2013 Odpowiedz

    Zuchu najlepszego!

  17. looqash.com 31/01/2013 Odpowiedz

    Kiedyś założyłem firmę, miałem super pomysł, byłem ambitny, zaangażowany, ale niestety zbyt szybko okazało się że są potrzebne konkretne pieniądze na zwykłe utrzymanie rodziny. Z braku jakichkolwiek oszczędności i możliwości pomocy od rodziny czy znajomych – wycofałem się. Wtedy. Ale nie powiedziałem ostatniego słowa i wiem, że kiedyś jeszcze wrócę do tego wrócę i będą ze mnie ludzie 😉

  18. przedsiębiorczy :) 01/02/2013 Odpowiedz

    Ja bym tylko dodał, że mając firmę pracujesz 24/7 – i nie mam tu na myśli siedzenia w biurze jak na etacie tylko myślenie o tym co będzie dalej, jak rozwijać biznes, co robią lub zrobią jutro klienci itd. Nie zrozumie tego ten kto nie jest przedsiębiorcą tylko wychodzi o 17 z biura i ma z głowy 🙂 Tak na marginesie – sprawy nieco się komplikują jak zaczynasz zatrudniać ludzi i przechodzisz „na drugą stronę barykady” – nie mówię, że wtedy jest gorzej ale na pewno astronomicznie przybywa obowiązków i problemów a przede wszystkim odpowiedzialności za Twoich pracowników (i ich rodziny) – ale to już całkiem inny temat, który na szczęście na razie Cię nie dotyczy. Jedno jest pewne – trzeba korzystać z talentu, być zawsze na czasie i cieszyć się tym co się ma. Powodzenia!

  19. Owner 09/02/2013 Odpowiedz

    Zuchu! Gratulacje 🙂 Przyznam, ze czytając Twój tekst miałam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony fajnie, że jesteś usatysfakcjonowany a z drugiej mnie jako przedsiębiorcy ( od 4 lat) pozapalaly sie wszystkie lampki ostrzegawcze, które z resztą padły w komentarzach: koniec preferncyjnego ZUSu, opozniajace sie płatności klientów i nie czekający na przelew US, plus jeszcze nie otwarty rozdział w postaci zatrudniania pracownikow. Juz nie moge sie doczekać Twoich kolejnych komiksów, bo póki co utozsamiam sie z tym szefem z pasków… 🙂 Szczerze jednak powie, ze pomimo wielu minusów własnej firmy nie zamienilabym jej na żaden nawet najcudowniejszy etat. Dzięki temu jak moje dziecko jest chore to po prostu idę z nim do lekarza i siedzimy w domu, a jak jest ładna pogoda to moge zamiast siedzieć do końca w pracy- wyskoczyć z nim na spacer a na wakacje jeździmy spontanicznie, jak jest troche luzniejszy projektowo czas. Przed nikim nie trzeba sie tłumaczyć. Dlatego wszystkim goraco polecam, ale najpierw niestety dobrze zdobyć te pare lat doświadczenia na etacie… 🙂

    • zuch 11/02/2013 Odpowiedz

      otóż to. Jak będę zatrudniać ludzi, to pewnie będzie o tym osobny wpis 🙂 A pod drugą częścią Twojego komentarza podpisuję się dwoma rękami 🙂

  20. Wojciech Kumpicki 29/05/2014 Odpowiedz

    Przekopuję Twojego bloga już dłuższy czas i nie ukrywam że jestem takim cichym fanem, puszczającym co jakiś czas linki znajomym do wpisów które mogą ich zainteresować. Ten wpis jednak jest dla mnie szczególny, dokładnie tak samo widzę świat po przejściu na własny rachunek. Niestety tylko oczyma wyobraźni, ponieważ cały czas nie mogę podjąć tego „niebezpiecznego” kroku.
    Pozostaje mi więc etat na którym czuję że mój czas się już powoli kończy i nic więcej tu nie osiągnę, oraz ciągnięta po godzinach szara działalność której nie mogę rozwinąć, bo zwyczajnie nie mam już czasu. Czasu kiedyś miałem więcej i żałuję że wtedy zabrakło mi odwagi, teraz mam synka i drugiego w drodze więc lepiej chyba z „czasem” nie będzie 🙂
    Jedno jest pewne, czasu który poświęcam dziecku, nie zamienię na własną działalność, więc z czegoś trzeba zrezygnować. Po „godzinach” zajmuję się fotografią produktową, ślubną… i pozycjonowaniem stron, więc również bym spędzał czas w większości w domu. Zainspirowałeś mnie i dodałeś mi brakującej mocy, do tej mocy potrzebuję jeszcze troszkę odwagi i pójdę jak przecinak 🙂
    Dziękuję Ci jeszcze raz i dam znać jak już się usamodzielnię.

Leave your comment Cancel Reply

(will not be shared)

Co u mnie przeczytasz:

MAŁŻEŃSTWO
Wierzę w małżeństwo. Staram się żeby moje było jak najlepsze.

RANDKA W KAPCIACH
Cotygodniowe pomysły na randkę w domu: jedzonko, wino, muzyka i głębokie rozmowy.

ZUCHBIEKTYWNIE
Ogólne przemyślenia na temat kondycji świata.

JAK BYĆ OJCEM
Garść subiektywnym porad na zasadzie – u mnie działa.

ZUCH W PRACY
Jestem freelancerem od 2012 roku. Dzielę się moim doświadczeniem.

DZIECI I TECHNOLOGIA
Technologia i media społecznościowe w życiu naszych dzieci.

EDUKACJA
Edukacja nie musi być nudna, a co najważniejsze – może być skuteczna.

ZUCH BUDUJE DOM
Zbudowałem dom. Od zera. Budowa, wystrój, ogród. Po mojemu.

ZUCH GEEK
Gwiezdne Wojny, superbohaterowie, planszówki i komiksy.

ZUCH TO SAM – DIY
Kilka rzeczy, które można zrobić własnoręcznie.

Co u mnie zobaczysz:

KOMIKS BIUROWY
Z pracy w biurze, to można się tylko nabijać.

KOMIKS RODZINNY
Życie rodzinne z przymrużeniem oka.

ZUCH rysuje na sprzęcie od:

Spokój blogowania zapewnia:

hosting

Popularne wpisy

  • list-do-coreczki_TM
    List do córeczki – na urodziny
  • na-mojej-głowie_T
    „Na mojej głowie” – scenariusz serialu komediowego
  • facet-przy-podordzie_TM
    Po jaką cholerę facet przy porodzie?
  • pies w domu
    Pies i małe dzieci czyli czy warto i co trzeba przemyśleć
  • pexels-kampus-7414103
    Pijesz Wojanka do białego ranka?

Wszystkie teksty i komiksy objęte są prawami autorskimi. Zabronione jest ich kopiowanie w części lub całości bez wiedzy i pozwolenia autora.

 

Wczytywanie komentarzy...