Żyjemy w czasach, w których dużo się mówi na temat roli i charakteru szkoły oraz wpływu procesu edukacji na rozwój człowieka. Coraz częściej słychać eksperckie głosy podważające kształt współczesnego systemu szkolnego, jego zasadność i pozytywną rolę w wychowywaniu dzieci. Powiem wprost – mam wrażenie, że powstaje coraz więcej artykułów naukowych i wypowiedzi, których autorzy piętnują “pruski” system szkolnictwa polegający na wsadzaniu rówieśników do ławek i klas na kilka godzin dziennie i serwowaniu im odtwórczej wiedzy książkowej.
W dużych miastach powstaje również wiele alternatywnych szkół, które za cel stawiają sobie odejście od tego modelu, wzmocnienie kreatywności i spontaniczności dzieci. Kiedy ja chodziłam do szkoły nie tylko nie miałam takiego wyboru, ale także nikt, absolutnie nikt, nie podważał autorytetu szkoły i zasadności jej istnienia. W małym miasteczku na wschodzie Polski szkoła była istotną instytucją, a nauczyciel był niekwestionowanym władcą szkolnego świata, którego zadaniem było wychowywanie uczniów. Czy mnie wychowywał i miał na mnie wpływ? W jakimś sensie na pewno tak. Ja akurat lubiłam szkołę, lubiłam się uczyć, a przy deficycie alternatywnych do szkoły źródeł wiedzy traktowałam lekcje i nauczycieli jako jedną z inspiracji do zmian (pozytywnych i negatywnych).
Czy szkoła ma wychowywać dzieci
Dzisiaj jako rodzic i nauczyciel, który żyje w kompletnie innym świecie zadaję sobie pytanie: czy szkoła ma wychowywać dzieci? A jeśli tak to jaka ma być jej rola? Czy nauczyciel ma być autorytetem dla mojego dziecka i jaki jest jego wpływ na zmiany charakteru i postaw? Wielu rodziców bardzo krytycznie wypowiada się na temat tak pojmowanej roli szkoły: “szkoła ma uczyć, a nie wychowywać”, “nauczyciel nie ma żadnego wpływu na moje dziecko; to po prostu kolejny fachowiec, który ma sprawnie wtłoczyć wiedzę w jego głowę”, itp.
Dziecko spędza większość dnia w szkole
Oczywiście nikt nie kwestionuje nadrzędnego znaczenia rodziców w wychowaniu, mają oni zdecydowanie wiodącą rolę w tym temacie. Zwłaszcza, że największy wpływ na nasze postawy i charakter mają pierwsze trzy lata życia. Jednak począwszy od przedszkola (czasami wcześniej – żłobka) dziecko spędza średnio 7-8 godzin dziennie w placówce edukacyjnej. W najlepszym przypadku jest to połowa jego dnia, patrząc jednak na specyfikę wielkomiejskiego życia – większość dnia. Czy zatem jest możliwe, że miejsce i ludzie, z którymi przebywa nasze dziecko przez tyle godzin, nie mają wpływu na jego wychowanie? I co z wartościami propagowanymi przez nauczycieli naszych dzieci? Czy rzeczywiście nie zmienią one jego spojrzenia na świat i innych?
Szkoła ma wpływ
Każdy człowiek jest składową wielu czynników wpływu, na to kim jesteśmy i jakich wyborów dokonujemy wpływa wiele osób, których przekonania przejmujemy. Ludzie, z którymi dziecko spędza większość dnia w okresie intensywnego rozwoju będą mieli duży wpływ na jego charakter. Zatem nasza odpowiedź na pytanie o wychowawczą rolę przedszkola i szkoły jest bezzasadna – czy się z tym zgadzamy czy nie – miejsce edukacji wychowuje nasze dzieci i wpływa na nie. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę tym lepiej, ponieważ będziemy mogli świadomie monitorować ten wpływ i reagować w sytuacji, gdy nauczyciel zacznie podważać wartości przekazywane w domu.
Świadomy rodzic rozmawia
Oczywiście nie każdy rodzic ma wpływ na wybór szkoły jako takiej, nie każdy może sobie pozwolić np. na szkołę prywatną (nie zawsze zresztą lepszą od tej publicznej) czy znaleźć placówkę z alternatywną metodą edukacji. Każdy jednak może i powinien rozmawiać z dzieckiem o tym, co się dzieje na lekcjach i jakie treści wchłania nasz potomek poza standardową wiedzą. Powinniśmy jako rodzice świadomie zadawać pytania o postawę nauczycieli i ich metody wychowawcze, nie tylko pytać “jak było w szkole” bez wgłębiania się w temat. W sytuacjach tego wymagających – reagujmy w mądry sposób. Bo nie chodzi o to, żeby wpadać do szkoły i robić zadymę z byle powodu, ale starać się pokazać nauczycielowi, że dana postawa nam się nie podoba i że oczekujemy zmian. Porozmawiajmy z nauczycielem jak z partnerem, wytłumaczmy swoje racje, a jeśli się nie da – szukajmy alternatywnego miejsca, bo nie wychowamy jednostki wewnętrznie spójnej bez wsparcia szkoły.
Dobry nauczyciel to człowiek odpowiedzialny
Patrząc na wychowawczą rolę szkoły od strony nauczycielskiej – wiem, że wielu pedagogów nie chce słyszeć o tym, że wychowuje dzieci – „od tego są rodzice”, „to nie jest moja odpowiedzialność” mówią. Przyznam, że nie bardzo to rozumiem, bo czy chcemy tego czy nie zawód nauczyciela jest zawodem służby społecznej i nie możemy zakładać, że przez kilka godzin dziennie pobytu z dziećmi w jednym pomieszczeniu nie wywrzemy żadnego wpływu na ich charakter. Im szybciej nauczyciele zdadzą sobie sprawę z tego wpływu tym lepiej dla dzieci. I nie chodzi tu o przerzucanie odpowiedzialności z rodzica na szkołę tylko na zrozumienie całościowego podejścia do wychowania i podjęcie współpracy z rodzicami dla dobra dziecka. Dobry nauczyciel to po prostu człowiek odpowiedzialny za to co robi i świadomy konsekwencji jakie niesie jego praca.
Postawa i charakter, nie wiedza
Według mnie największą wartość w życiu ma postawa i charakter, nie wiedza (o czym pisałam wcześniej), zatem przedszkole i szkoła będące spójne z moją postawą życiową jako rodzica to dla mnie bardzo cenne miejsca. Szkoła stanowi namiastkę domu i ma wychowawczy wpływ na moje dzieci, po prostu. Zatem ja muszę mieć wpływ na to, jakim jest miejsce, w którym moje dzieci spędzają większość dnia.
Przepraszam za być może ostre słowa, ale mnie postawa typu: „od wychowania to są rodzice a nie szkoła” jest jakąś kompletną bzdurą. Przecieć mój 9 letni syn, który jest w II klasie, spędza w szkole mnóstwo czasu- na lekcjach, na przerwach, czasami na świetlicy. To wszystko składa się na to, że przez daną ilość godzin w ciągu dnia jest w innym środowisku niż w domu, przebywa pod opieką innych dorosłych. Jak miałoby to nie kształtować jego charakteru, jakim cudem miało by nie wpływać na niego, nie wychowywać? Przecież to kim jesteśmy to również to co robimy. Tak jak moja praca ma wpływ ma moje życie, jest jego częścią, tak samo szkoła na tym etapie jest częścią życia mojego syna. Nauczyciele moga reprezentować inny światopogląd niż ja, nie musi to oznaczać, że gorszy. Mam niesamowite szczęście, bo uważam wychowaczynię mojego syna za wspaniałego pedagoga, który po prostu lubi dzieci i lubi ludzi. Kilka razy już zorientowałam się, że wytłumaczyła synowi pewne rzeczy w sposób na jaki bym nie wpadła, spokojnie, cierpliwiej i opierając sie na przykładach jakich ja nie znam. Na pewno jest mnóstwo złych przykładów, czasem nawet okropnych, ale tym bardziej trzeba mówic o dobrych. Zgadzam się również z tym, że trzeba rozmawiać. Na pytanie jak było w szkole zawsze słyszę, że fajnie. Jednak, jak zapytam: co się dziś fajnego wydarzyło w szkole, lub co robiłeś na przerwach/ lekcjach, z kim się bawiłeś itp, to nagle się okazuje, że wydarzyło sie to i owo, Pani powiedziała to czy tamto, ktoś coś zrobił czy powiedział. Nie zawsze podoba mi sie co syn usłyszy od niektórych nauczycieli, ale gdybym miała z tym problem, gdyby była to sytuacja dla mnie nie do przyjęcia, poszłabym porozmawiać. Rozmowa nie musi byc od razu awanturą. Ten dialog rodzic- nauczyciel jest bardzo ważny, nauczyciel mając uwagi do zachowania syna musi ze mną rozmawiać, wspólne działanie jest istotne i pokazuje i mnie i nauczycielowi, ale i mojemu synowi, że trzeba rozmawiać.
Poza tym, z obserwacji sytuacji w naszej szkole wynika, że takie podejście do szkoły jako do placówki, która ma tylko uczyć to są takie podwójne standardy. Wszystko pięknie, dopóki się coś nie stanie. Wtedy szkoła winna, że nie doplinowała, że nauczyciel nie zauważył, że nie zabronił kopania innego kolegi, że nie wytłumaczył. Wtedy, w takich sytuacjach okazuje się, że przecież szkoła to drugi dom.
Uczmy dzieci szacunku do szkoły, do nauczycieli- tak samo jak uczymy ich szacunku do wszystkich innych ludzi. Nikt nie mówi, że muszą milczeć i zawsze przytakiwać, ale szacunek i dialog to podstawa. I tego mój syn uczy się również w szkole. P.S. Lubię Pani wpisy. Otwieraja oczy, jak ten o chorobie zwanje pospiech- też ją mam :). Pozdrawiam,
Krytyka pruskiego modelu edukacji jest spóźniona o jakieś 20 lat. Rozwiązania z XIX wieku powinny już być wyłącznie echem przeszłości.
Jednak niezależnie od przyjętego modelu niezaprzeczalnym faktem jest wpływ nauczycieli na swoich uczniów. Pytaniem jest w którym miejscu postawić granicę. W których aspektach nauczyciel powinien się wstrzymać od działań mających wpływ na młodych ludzi, a w których rzeczywiście powinien ten wpływ wywierać. Znalezienie odpowiedzi jest szczególnie ciężkie w czasach takich jak teraz, gdy społeczeństwo przechodzi transformację obyczajową. Gdy wcześniej powszechnie wyznawane wartości zaczynają zanikać.