Czy 12-ty tom serii Camilli Läckberg trzyma w napięciu? Sagę zacząłem czytać dobre 7-8 lat temu. Po kilku latach wróciłem do Szwecji i zapowiada się to intrygująco. „Płaczka”, czyli dwunasty tom popularnej serii, stawia przed Patrikiem i Ericą sprawę sprzed trzech dekad.
Powrót do tajemnic sprzed lat
Fabuła skupia się na sekretach z przeszłości. Trzydzieści lat temu bez śladu zaginęła nastoletnia Sofie Rudberg, co mocno odbiło się na lokalnej społeczności. Współcześnie starsza kobieta niespodziewanie przyznaje się do dawnego zabójstwa męża, a podczas ekshumacji śledczy odkrywają w grobie drugie, niespodziewane ciało. Patrik Hedström oraz jego zespół muszą rozwikłać zagadkę, w którą mocno angażuje się także pisarka Erica Falck. Szybko okazuje się, że ktoś w miasteczku zrobi wszystko, aby prawda nie ujrzała światła dziennego.
Co działa najlepiej?
W tym tomie jest to, za co lubimy szwedzkie kryminały. Mamy tu trudniejsze tematy społecznych, takie jak trauma, presja otoczenia czy domowa przemoc. Śledzimy dochodzenie z zaciekawieniem, nie powiem, a hipotezy dotyczące tożsamości sprawcy zmieniają się w trakcie lektury. Powrót do znanych bohaterów, ich codziennych problemów i ewolucji relacji, to jest to co lubimy w sadze o Fjällbace.
Słabsze punkty powieści
Książka liczy 560 stron, co momentami negatywnie odbija się na dynamice. Powieść bywa rozwleczona, zwłaszcza w partiach skupionych wyłącznie na wątkach obyczajowych. Nadmiar opowieści o relacjach małżeńskich oraz szczegółowe opisy perypetii rodzinnych – w tym przerysowane, niemal komediowe zachowania matki Patrika – potrafią wybić z rytmu policyjnego śledztwa. Rozwiązanie głównej intrygi, choć logiczne, dla części odbiorców może okazać się zbyt proste w stosunku do tak długiej i rozbudowanej fabuły.
Dla kogo jest ta historia?
To książka stworzona przede wszystkim z myślą o stałych czytelnikach sagi o Fjällbace. Osoby, które regularnie wybierają współczesne kryminały i cenią rozbudowane tło obyczajowe, odnajdą tu znajomy, nieco duszny klimat.
Werdykt
„Płaczka” to solidna rzemieślnicza robota i udana kontynuacja serii, choć niepozbawiona wad w postaci wolniejszego tempa. Mimo pewnych przestojów w akcji, książka dostarcza satysfakcjonującej rozrywki na kilka wieczorów.
pozdrawiam
ZUCH
PS – #współpraca – książkę otrzymałem od księgarni Tantis. Współpracuję z nimi, ale zawsze piszę całkowicie szczerze – jeśli coś mi się podoba, to o tym piszę, a jeśli nie, to również o tym wspominam. To moja subiektywna opinia i biorę za nią pełną odpowiedzialność.
- „Płaczka. Saga o Fjällbace” – tom 12 – recenzja - 26/06/2026
- Nie baw się z dzieckiem (to znaczy baw, ale nie za wszelką cenę). - 26/06/2026
- Zielono, choć bez podlewania. LEGO Botanical - 13/06/2026