AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów
Po co chodzimy do szkoły? Po co w ogóle jest szkoła skoro mamy AI w szkole? Chodzimy do szkoły przepisywać wyniki, czy żeby się czegoś nauczyć?
Może to brzmieć jak pytanie retoryczne, bo wiele osób powie, że i tak w szkole niczego się nie uczy, ale to nie prawda. Oczywiście zawsze były jednostki oporne na jakąkolwiek wiedzę, ale mimo wszystko ciężko jest przejść te dwanaście lat edukacji nie ucząc się niczego.
Jasne – wiele razy wykrzykiwaliśmy, że „to mi się do niczego w życiu nie przyda”, gdy uczyliśmy się wzorów skróconego mnożenia, czym jest podmiot liryczny w „Przedwiośniu” i dlaczego doszło do wybuchu I Wojny Światowej. Nie będę hipokrytą – za uczniowskich czasów było to moje główne hasło. No i może faktycznie się nie przyda. Ale przyda się nam w życiu, to że nasz mózg musiał się nagimnastykować.
A teraz wyobraź sobie ucznia, który pyta ChatGPT o rozwiązanie zadania z matmy, kopiuje odpowiedź i… już! Zero myślenia, zero wysiłku. Tak mamy nie tylko w matematyce, ale każdym obszarze. Pytanie, odpowiedź. Ale dlaczego taka odpowiedź? Hmm… nie wiadomo.
Obrazek ilustrujący ten wpis jest oczywiście wygenerowany przez AI. Poprosiłem ChatGPT, żeby pokazał swoją wizję dzisiejszej edukacji, w której coraz więcej uczniów o wyniki prosi AI. Wizja dramatyczna? Przesadzona? Wygląda jak żart?
Nowy raport Epsona „Powrót do podstaw” pokazuje, że to nie żart – aż 75% nauczycieli w Europie widzi, jak przez AI uczniowie omijają proces nauki.
Dla przejrzystości – ten tekst jest wynikiem mojej wieloletniej współpracy z marką Epson. W zeszłym roku prowadziłem szkolenia z AI (w zasadzie z LLM’ów) dla nauczycieli i korzystałem m.in. z danych dostępnych we wspomnianym raporcie, do którego miałem dostęp nieco wcześniej, jeszcze przed jego opublikowaniem.
Po co Epson zrobił ten raport? Jako firma w dużej mierze zajmująca się drukiem, żywo interesuje się bieżącą sytuacją i trendami. Cyfryzacja, digitalizacja i AI wkraczają też do szkół, oczywistym jest więc pytanie czy druk w tym obszarze ma sens. Long story short – ma sens. A przy okazji dostaliśmy trochę danych istotnych w dyskusji o edukacji i o tym piszę ja.
AI w szkole – superbohater czy sabotażysta?
Sztuczna inteligencja wdarła się w nasze życie zaskakująco szybko. Tak naprawdę jeszcze 2-3 lata temu, była to trochę ciekawostka, zabawka. Teraz jest jedną z najważniejszych zmiennych definiujących współczesność. Sztuczna inteligencja wdarła się w nasze życie, więc oczywiście wdarła się też do szkół i w dodatku – jak nieproszony gość.
Nie byliśmy – i bądźmy szczerzy, nadal nie jesteśmy – gotowi na tego gościa. Szkoła nie jest w stanie tak szybko się zmienić, tym bardziej, że nawet mniejsze i wolniejsze zmiany przebiegają opornie. A dziś uczniowie streszczają teksty, piszą wypracowania i liczą równania, rozwiązują testy i poznają odpowiedzi w sekundy. Z perspektywy ucznia super. Tylko że jednak nie bardzo.
Raport Epsona, oparty na badaniu 1624 nauczycieli z 8 krajów (w tym Polski), wskazuje, że większość pedagogów widzi jak używanie przez uczniów AI negatywnie wpływa na naukę. Są przekonani, że AI obniża efektywność uczenia się.
Dlaczego? Bo dzieciaki nie myślą samodzielnie. Zamiast „zmóżdżyć się” nad problemem, wklejają prompt i gotowe. W efekcie rośnie luka edukacyjna: brak podstaw – czytania, pisania, liczenia i krytycznego myślenia. Komisja Europejska już alarmuje o spadku tych umiejętności, a tu jeszcze AI dolewa oliwy do ognia.
Co ciekawe spora część młodzieży sama dostrzega ten problem. Można o tym poczytać w raportach NASK. Wynika to też z moich prywatnych rozmów podczas różnych spotkań z młodzieżą.
Bezmózgowa rewolucja
Prawie trzy czwarte nauczycieli (73%) zauważa, że nadużywanie AI osłabia zdolność do wykrywania fake newsów i krytycznego analizowania informacji. Dwie trzecie (65%) dodaje: uczniowie gorzej utrwalają wiedzę i zauważalnie gorzej myślą samodzielnie. W zasadzie to przestają myśleć samodzielnie. Nauczyciele zwracają też uwagę, że na egzaminach i sprawdzianach, gdy uczniowie pozbawieni są możliwości korzystania z AI sytuacja jest wyraźnie gorsza.
W Polsce i Holandii aż 69% pedagogów widzi spadek efektywności. „Starszaki” (15+) to rekordziści: 86% nauczycieli raportuje używanie AI do zadań – akurat wtedy, gdy jeszcze bardziej liczy się samodzielność na maturze czy egzaminach. Paradoks? Uczniowie niby cyfrowo są zorientowani, ale kompletnie bez fundamentów. Jak można budować wieżowiec na piasku?
Z AI trzeba umieć korzystać, to raz. A dwa – absolutnie koniecznie trzeba mieć merytoryczne podstawy! Trzeba mieć w głowie wiedzę, bo AI to leniwa magia. Podaje gotowce, ale nie uczy konstruować myśli. Rezultat? Dzieciaki jak zombie z promptami – kopiują, ale nie rozumieją. Raport cytuje Borję Aitora Arriagę: AI ma potencjał, ale z rozsądkiem pedagogicznym. Inaczej? Katastrofa.
Papier i ołówek: old school rules!
Nauczyciele nie chcą rewolucji offline – po prostu równowagi. 88% domaga się balansu między ekranami a kartką. 74% podkreśla: zeszyty i podręczniki niezbędne do solidnych podstaw czytania-pisania-liczenia. Warto zwrócić uwagę, że państwa, które pierwsze rzuciły się na cyfryzacje edukacji, dziś wycofują się z tego i wracają do klasycznych metod, bo te po prostu są skuteczniejsze.
Większość pedagogów twierdzi, że papier lepiej działa niż cyfrowe ekrany. 66% widzi w tradycyjnych metodach bazę na całe życie. Ekspertka dr Lili Yu potwierdza: czytanie na papierze lepiej buduje zrozumienie niż scrollowanie.
Dzieci próbują „przesunąć” element na kartce, tak jak na tablecie. Taki odruch. Takich odruchów jest więcej. Po co pisać skoro można klikać? I w ogóle po co klikać, skoro można powiedzieć? Nauczyciele widzą pogorszenie pisma odręcznego, czy wręcz duże zniechęcenie do tej formy. A odręczne pisanie jest bardzo ważne dla rozwoju m.in. motoryki mniejszej, ale i po prostu – mózgu.
W Europie większość nauczycieli stawia jednak na ten papier, na drukowane materiały, na ręczne pisanie. Widzą w tym większe skupienie, większe zrozumienie i koniec końców lepsze efekty.
Drukowanie materiałów edukacyjnych w polskich szkołach (co i tak wypada nieźle na tle Europy) to pewne wyzwanie. Albo sprzęt nawala, albo dyrekcja ciśnie z ograniczeniami, bo koszty. Więc bywa, że jest zrzutka wśród uczniów (a w zasadzie rodziców uczniów). Często też kończy się na tym, że nauczyciele drukują w domu, za swoje i taszczą to do szkoły.
Na szczęście są wydajne atramentówki od firmy, której nazwa pada w tym tekście nie raz – mniej awaryjne i tańsze w utrzymaniu niż laserówki (serio, liczyłem).
Czy to znaczy, że „wracamy do średniowiecza”?
Absolutnie nie. Nie rzucajmy tabletem o ścianę. Nie ruszajmy z pochodniami i widłami na serwerownie. W cytowanym raporcie (ale nie tylko tam) mamy wnioski: najpierw podstawy (kartka + ołówek), potem AI jako wspomagacz. Nauczyciele muszą zmieniają zadania: mniej kopiuj-wklej, więcej analizuj i twórz.
Egzaminy nie znikną. Co więcej – przy obecnym rozwoju AI i jego wykorzystaniu do tworzenia np. prac licencjackich czy magisterskich – ważniejsze staną się egzaminy ustne.
Przyszłość? hybryda AI z mózgiem w roli głównej
AI nie zastąpi myślenia. Bez podstaw – luka urośnie. Pracodawcy nie chcą odpowiedzi z AI. Wracajmy więc do korzeni. Kartka i ołówek to nie antyki – to siłownia dla mózgu. Drukuj, pisz, myśl. Uczmy dzieci myśleć, nie kopiować. Bo świat z AI potrzebuje mądrych ludzi, nie botów w ludzkiej skórze.
Pozdrawiam
ZUCH
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
- Harry Potter. Oficjalna księga magicznych wypieków - 23/12/2025

