Jest wieczór. Jak co dzień czytam moim dzieciom do snu. Aktualnie czytamy z Szymem (8 l.) „Tomek w Gran Chaco” Alfreda Szklarskiego. Smuga i Nowicki uciekają z miasta Kampów. Płyną jakąś chybotliwą, drewnianą łupianką tubylców po rzece Ukajali. Ucieczka opisywana jest jako bardzo niebezpieczna i męcząca. Rzeka opisywana jest jako bardzo niesprzyjająca takiej formie „podróży”. Rzeka bardzo duża, wiele zakrętów, wysokie, gęsto zalesione brzegi. Do togo piranie, krokodyle i inne paskudztwa. Opisy rzeczowe i plastyczne, ale dla dziecka, które na co dzień widzi naszą polską Wartę, raczej niewystarczające. Dlatego przerywam lekturę, biorę do ręki smartfona i wpisuje w google images: rio ukayali.

Teraz naprawdę zaczyna się rozumieć dlaczego płynięcie nią w jakiejś indiańskiej łupince jest tak bardzo ryzykowne. Dodatkowy dreszczyk zapewnia wpisanie w google images „rio ukayali pescado” – co oznacza ryba z rzeki Ukajali – oczywiście nie wiedziałem, że ryba to po hiszpańsku pescado, ale sprawdziłem w internecie.

Tak zobrazowane opisy Alfreda Szklarskiego dają dzieciom (w sumie mi też) o wiele szerszą perspektywę. Wiadomości przekazywane w ten sposób zapadają głębiej w pamięć. Poza tym tworzy się chęć wykorzystywania internetu do zdobywania informacji, a samo zdobywanie informacji staje się zabawne. Ważne też, wg. mnie, jest wyrobienie w sobie odruchu, że jak się czegoś nie wie, to trzeba się dowiedzieć. Niestety dziś obserwuję wśród młodzieży postawę typu: nie wiem… no to nie wiem… może nauczyciel powie, a jak nie to trudno…
Kiedy pojawiają się słowa, których nie rozumiemy lub przedmioty, których nie znamy, sięgamy po telefon i sprawdzamy to. Jeśli nawet potrafię coś wytłumaczyć, to poza tym staram się to pokazać. To lepiej działa. Ot np. kord. Tłumaczę więc, że kord to takie coś między mieczem a nożem, marynarze używali, bo walczyli w zwarciu i mieli mało miejsca. No niby wytłumaczenie wystarczające, ale ja to wiem i ja kord widziałem. Dziecko musi się posiłkować wyobraźnią i składać do kupy te szczątki wiedzy, które ma w głowie. Dlatego pokazuję: „to jest kord” i opowiadam o nim.

W „Tajemniczej Wyspie” jedli na początku litodomy, a później polowali na pekari. No niby wiadomo, że litodomy to taki jakiś gatunek małż, a pekari to taka jakby dzika świnia. No właśnie „taka jakby”, „taki jakiś”.

W „Panu Samochodziku i Templariuszach” część akcji dzieje się w malborskim zamku. Tak się składa, że nigdy tam nie byłem. Moje dzieci też nie. Zatem opisy Nienackiego wzbogacam obrazami. To jest niezbędne, żeby zobaczyć jak wielki jest ten zamek.

To może jeszcze mi powiecie co to jest pokuna? No właśnie. Z pomocą przychodzi wikipedia. Pokuna, to dmuchawka, broń używana przez południowoamerykańskich Indian. Strzałki pokuny często były zatruwane kurarą, a kurara, to trucizna wytwarzana z wyciągu z kory kilku gatunków kulczyby (Strychnos toxifera). Informacja może niepotrzebna, ale uważam, że lepiej wiedzieć więcej niż mniej. Tym bardziej, że chodzi o wzbudzenie ciekawości.

Później przy pomocy Google Earth i obejrzeliśmy sobie Limę (wiedzieliście, że Lima jest położona nad urwiskiem i ma wiele ciekawych rond, a w środku miasta jest duże pole golfowe?). Pooglądaliśmy jeszcze okoliczne rzeki i „znaleźliśmy” wodospad, ponad 700 metrów wysokości, który został odkryty dopiero w 2006 roku!

Katerda św. Jana Ewangelisty w Limie,
zbudowana na zlecenie Francisca Pizarra w 1535 roku.
To tu spoczywają jego szczątki.
A potem to już trzeba było kłaść się spać, bo się późno zrobiło. Ale dziś wieczorem dalej czytamy „Tomka…”, a ten coś wspominał o pomniku Dos De Mayo w Limie, na którym jest płaskorzeźba Ernesta Malinowskiego, a Malinowski, to…
pozdrawiam
Zuch
PS – duże zdjęcia pochodzą z wikipedii. Reszta to zrzuty z google images.
- Dobry żart - 21/05/2026
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026