Za moich czasów było też tak, że rodzice po prostu nie bawili się z dziećmi i nie spędzali z nimi czasu tak jak to się robi dziś.
Ba, często nie spędzali czasu z dziećmi w ogóle. No ale dziś też wielu rodziców nie spędza czasu z dziećmi. Zabawy dla dzieci wymyślały sobie dzieci. Jednak to o co mi chodzi, to fakt, że kiedyś wymyślaliśmy zabawy sami, bo nie mieliśmy innego wyboru. Włóczyliśmy się po podwórkach, odbiajaliśmy się od czterech ścian pustego pokoju.
Współcześni rodzice
Współcześni rodzice wyciągnęli z tego wnioski (jak to często bywa) dość wybiórczo i postanowili działać (jak to często bywa) zbyt ortodoksyjnie. Krótko mówiąc: ze skrajności w skrajność. Dziś dzieciom organizuje się każdą chwilę dnia, tak żeby nie było żadnej luki, bo – mój Boże – będzie się nudzić.
A nuda, to chyba pogląd powszechny u młodych mam jednego dziecka, zabija. Tak więc nasz ukochany pulchniaczek jest zabawiany od rana do wieczora. Wszystko jest super, wszyscy są zadowoleni. Przynajmniej do czasu, gdy rodzice nie mogą skupić 100% swojej uwagi na dziecku.
Wtedy zaczyna się problem. „Co będziemy robić?”. „W co się będziemy bawić?”. „Nudzi mi się!”. „Nie wiem co mam robić!”. I tak dalej, i tak dalej. Zaczyna się litania do matki-polki-na-zawołanie-obecnej.
Lubimy przesadzać
Tak jakoś jest, że brakuje nam umiaru i takiego zdrowego wyśrodkowania poglądów. Jak czegoś nie robimy, to nie robimy, a jak coś zaczniemy, to już po całości. Odebraliśmy dzieciom umiejętność samostanowienia. Uzależniliśmy je od czyjegoś zwierzchnictwa. Musi być ktoś kto zdecyduje. Musi być ktoś komu można podlegać.
Uczymy dzieci być, że ktoś będzie kierował ich życiem, zamiast uczyć je bycia samemu sobie sternikiem. Oczywiście (jak to często bywa) wszystko z miłości. Tylko czy ubezwłasnowolnienie można nazwać miłością?
Zajmowanie się dziećmi, tak jak my to dziś robimy jest wynalazkiem ostatnich lat. Nigdy wcześniej tak nie było, a w wielu miejscach świata nadal tak nie jest. I teraz ważne: nie twierdzę, że ten stary model jest lepszy. Co to, to nie. Po prostu mam wrażenie, że chcąc naprawić jedno zepsuliśmy drugie.
Nuda jest dobra
Powinniśmy się spotkać w tym gdzieś po środku. Nie popadać w skrajności i nie negować przeciwnego bieguna. Owszem, bawmy się z dziećmi, spędzajmy z nimi dużo czasu, bądźmy blisko, tak blisko jak się da. Ale jednocześnie dajmy im się trochę ponudzić.
Nuda jest dobra. Nuda jest motorem napędowym kreatywności! Tyle się mówi o kreatywności. Wymyśla się kreatywne zabawy, kreatywne szkolenia, kreatywne kreatywności, zamiast po prostu pozwolić dzieciom być kreatywnym.
Bo nikt nie jest tak kreatywny jak właśnie dzieci. One są nieograniczone w swojej pomysłowości. Tylko trzeba im dać szansę. A my to zabijamy, bo chcemy to rozwinąć. Paradoks.
Trzeba uczyć dzieci jak żyć samodzielnie
Musimy pamiętać o tym, że nasze dzieci niebawem wyjdą z domu i będą żyły samodzielnie. Założą swoją rodzinę i będą mieć swoje dzieci. Chcemy dla nich jak najlepiej więc dajmy im całe oceany miłości, ale też nauczmy je jak być liderem.
Nie chodzi mi tu o jakiś coach’owski bełkot motywacyjny, tylko o nauczeniu dzieci podejmować decyzje, wychodzenia z inicjatywą, organizowania, planowania, itp. To będzie pomocne jeszcze zanim wyfruną z gniazdka. W szkole, na studiach, w pracy, w małżeństwie, wszędzie. Chodzi o to, żeby nie stworzyć i nie utrwalić przeświadczenia, że zawsze jest jakiś szef, bo samemu nie potrafi o siebie zadbać.
To wszystko jest właśnie wynikiem znalezienia złotego środka. Ani pozostawienie dzieci samych sobie, ani zorganizowanie im każdej minuty dnia nie przyniesie dobrych rezultatów.
Daję dzieciom przestrzeń na nudę
Spędzam z dzieciakami sporo czasu. Razem gramy, razem podróżujemy, bawimy się, czytamy i oglądamy filmy. Chcę żeby w miarę możliwości pracowały ze mna i były odpowiedzialne za dom i rodzinę. Ale jednocześnie daje im przestrzeń, żeby się trochę ponudziły, żeby ich wyobraźnia zaczęła pracować.
Mamy limit zajęć dodatkowych: jedno, góra dwa i to takie co dzieci chcą, a nie takie, które mi się podobają. Choć to akurat często idzie w parze. Trochę tego naszego czasu jest zorganizowane, ale jest też sporo takiego kiedy dzieci zajmują się sobą same i same sobie wymyślają zabawy.
Uważam, że to jest zdrowe – balans. My rodzice mamy kochać, mamy uczyć, mamy wspierać. Ale nie możemy wyręczać.
pozdrawiam
ZUCH
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
Problem w tym, że teraz nudzacemu się dziecku łatwiej włączyć komputer, tablet, komputer niż wymyślać sobie zabawy. No i myśmy mieli kolegów na podwórku. A teraz koledzy na zajęciach dodatkowych, umawiać się trzeba… naprawdę się nie dziwię że dzieciaki wolą elektronikę.
Podzielam w stu procentach i fajnie, że wyszło to od faceta, który jest „kreatywnym” z zawodu. Zbyt poukładani rodzice nie zawsze dostrzegają związek nudy i kreacji. Jest też inny wątek – boimy się negatywnych emocji dzieci, szczególnie najmłodszych. Jeśli dziecko marudzi, odbieramy to jako imperatyw do działania i „zajmowania się”, co w konsekwencji oznacza często wyręczanie.
dokładnie. Nudzi się – trzeba reagować, bo inaczej #złyrodzic co to olewa dzieci. Wpadamy ze skrajności w skrajność.
Święta racja!
A jakaż frajda jest z obserwowania, jak pociecha sama organizuje sobie zajęcia i wymyśla nowe zabawy. 🙂