
Nie, nie zbieram. W zasadzie to też nie bardzo chcę się z tego nabijać. A już na pewno nie chcę nabijać się z ludzi, którzy w amoku zbierają te najdroższe na świecie pluszaki.
Chcę się natomiast podzielić tym, że cała ta akcja mnie raczej smuci i może nawet przeraża. Szaleństwo, które wybuchło daje do myślenia. Raz, że to sprytnie (choć okrutnie) prowadzona akcja marketingowa, a dwa, że daje świadectwo o niewiedzy, o braku refleksji i zwykłego myślenia przyczynowo-skutkowego. Żeby dostać jedną maskotkę trzeba zrobić zakupy na około 700zł (tak słyszałem, nie liczyłem sam). Więc to średni interes dla klientów. A jednak dla głupiej maskotki ludzie wszczynają awantury i wydają więcej niż zwykle. Niby nic nowego, ale mam wrażenie, że ostatnio jakby więcej takich masowych ruchów gdzie brakuje jakiejś refleksji.
Marzy mi się, żeby w szkołach już od podstawówki były lekcje z podstaw ekonomii czy socjologii. Marzy mi się, żeby uczono wyciągać wnioski. Marzy mi się żeby w szkołach uczono używać mózgu. Mózg to wspaniała rzecz. Ma niesamowite możliwości. Tylko trzeba umieć go używać. O ileż łatwiej jest w życiu gdy potrafimy dostrzec próby manipulacji… Cóż, to są moje marzenia. Na razie zostaje mi edukowanie dzieci samemu.
Zuch

Fajne? Daj lajka i zostaw komentarz
- Dobry żart - 21/05/2026
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
Zuchu, Ale z drugiej strony jeśli i tak robisz zakupy w biedronce, bo jest to de facto Twój osiedlowy sklep to i tak zostawiasz często te 40 złotych per zakupy – wiadomo, nie ma się co zabijać i specjalnie lecieć, ale jak jest to mimochodem przy codziennych zakupach.
W tezie że trzeba wydać 700 żeby dostać maskotkę jest stosunkowo mało wyeksponowany fakt że otrzymujemy TOWARY za 700 oraz maskotkę.
U mnie w domu próbuję to wykorzystywać przy okazji i namawiać dzieciaki na jedzenie warzyw bo różnie z tym bywa bez motywacji 😀
wiesz, „przy okazji” to i ja mam jakieś książki kucharskie z Lidla. Ale to właśnie „przy okazji”. A tu teraz chodzi głównie o to, że jakieś szaleństwo jest zupełnie bez okazji, bo ŚWIEŻAKI!!!!!! I ludzi się o to biją i kłócą i oszukują. Zupełnie bezmyślnie.
No ale ja właśnie mówię o takich przyokazjach jak Twoje książki z Lidla. Dlatego dziwię się fenomenowi walki o świeżaki – o książkę z Lidla też bym nie walczył 🙂
akurat te książki kucharskie są całkiem niezłe 🙂 nawet chyba zrobiłem ze dwa przepisy 🙂 W każdym razie fajnie na półce w kuchni wyglądają 🙂
Mam te książki. Kiedyś przez przypadek zrobiłam od razu zakupy na taką kwotę, że od razu książkę dostałam 🙂
Poprzednią edycje zbierałam – przy okazji. Uzbierałam naklejek na 1,5-2,5 maskotki (nie pamiętam już) i UWAGA! kartki z naklejkami jakiś tydzień temu wywaliłam do śmieci bo promocja się skończyła. 😉 Obecnie zasada podobna – zbieram przy okazji, mam już prawie na jednego i pewnie znowu zapomnę wymienić. Moje dzieci nie mają szału na te maskotki – zresztą wydaje mi się, że ten szał to dotyczy bardziej rodziców i to oni nakręcają to całe zainteresowanie. 😉
U nas w domu ta akcja promocyjna pomaga bardziej świadomie zaplanować zakupy. Zamiast latać do Biedronki co chwilę po jedną, dwie rzeczy, to robimy listy. Jednocześnie jesteśmy bardziej świadomi tego, ile co kosztuje, bo trzeba zebrać te 40 zł, a do tego jeden owoc i produkt specjalny. De facto można mieć świeżaka już za 600 zł… Ale to trzeba policzyć…
„już za 600zł”? Na aliexpress.com można pewnie znaleźć za 50 centów – z wysyłką do Polski.
Ale planowanie zakupów jak najbardziej spoko – rozsądek przede wszystkim.
Masz absolutną rację. Tylko jedno ale: władzy, myślący obywatel jest niepotrzebny a wrecz szkodliwy…. To przykre…
https://uploads.disquscdn.com/images/cd823c8982ffbdce99733ea12aa03e6a1a13286cd5118f391761abc3f43aee0d.jpg Grafika w nawiązaniu do „Mózg to wspaniała rzecz” ;).
Ale bardziej na poważnie, zaskoczyło mnie że trzeba aż tyle zakupów zrobić – sam nie zbieram, zbieramy dla chrześnicy „mojej” i uważam to za niegroźne póki jest przy okazji ;). U mnie pozytywnym efektem jest to, że jeśli akurat kupuję w Biedronce, to staram się pamiętać o tym żeby wziąć jakiś owoc, albo lepiej kilka, i pod tym kątem dla mnie (przynajmniej osobiście) się sprawdza, bo wcześniej z tym różnie bywało ;).
Gdyby faktycznie trzeba było kombinować, walczyć i oszukiwać raczej bym się nie zdecydował, ale jeśli na luzie można pomóc Młodej, czemu nie ;).
Założenie akcji było fajne. Jest masa stałych klientów biedronki i Świeżaki miałby być właśnie takim prezentem dla stałych klientów. A ze ludziom od*ebało, to juz inna historia. To miałbyć tylko „bonus” do zakupów, nie ich cel.Przynajmniej przy pierwszej serii. Widać drugą zaplanowali „lepiej”.
W szkole nie uczy się samodzielnego myślenia tylko bezrefleksyjnego wykonywania wszystkich poleceń…
A mnie w Świeżakach cieszy to, że zbieramy punkty na sympatyczne i pozytywnie kojarzące się figurki warzyw i owoców, a nie na kolejną figurkę, która jest postacią z najnowszego dzieła Disneya, Dreamworks czy innych (z całą sympatią) Gwiezdnych Wojen itp. Wydaje mi się, że pokazuje to, jak duży jest z jednej strony potencjał, a z drugiej pragnienie sympatycznych nowych „lokalnych” bohaterów innych niż w/w i okolice, a zarazem nie będących nieco już wyeksploatowanym Reksiem czy Bolkiem i Lolkiem.
Podsumowując – nienajgorsza akcja, której sukces mnie zaskoczył, szkoda, że u niektórych poszło to w przesadę.
Jak najbardziej popieram promocję jedzenia warzyw i owoców, zwłaszcza że w badaniach żywieniowych polskie dzieci wypadają fatalnie. Oby choć niewielka część z nich sięgnęła po zdrowe jedzenie po zakończeniu akcji. Głupie jest szaleństwo, jakie opanowało klientów i brak refleksji nad rzeczywistą wartością maskotki.