Co TY możesz dać swojemu związkowi?
Słyszałem takie powiedzonko, że kobieta potrafi pomnożyć wszystko co otrzyma. Nie wiem czy to prawda, ale załóżmy, że tak. Co więcej, załóżmy, że ta sama zasada tyczy się mężczyzn. Zatem drodzy mężowie, drogie żony, co dajecie swoim partnerom, żeby to pomnażali?
Często się słyszy narzekania, że moja żona, czy mój mąż, są tacy a tacy. Żona cały czas chodzi wkurzona, wszystko ją irytuje, wszystkiego się czepia. Może to prawda. W zasadzie na pewno, to prawda. Tylko dlaczego tak jest? Bo ona jest taka? Czy taką ją stworzyłeś?
Jaki jest twój wkład w związek?
Co dajesz swojej żonie?
Mówisz że „ja ciężko haruję”? Bo może ciężko harując dajesz swoje żonie samotność. Może dajesz jej swój brak. Może dajesz jej siebie zmęczonego, sfrustrowanego. Pytanie, na które tylko ty możesz sobie odpowiedzieć, to: czy naprawdę musisz tak harować? W sensie, czy to harowanie jest po to żeby przeżyć, czy po to żeby kupić rzeczy, które nie są wam potrzebne?
Większy dom, droższy samochód, jeszcze bardziej ekskluzywne wakacje, markowe ciuchy, przepłaconą biżuterię. Może jest tak – ale to ja nie wiem, tylko ty wiesz – że chcesz imponować wszystkim dookoła, chcesz budować swoje poczucie wartości na pieniądzach i rzeczach, które posiadasz? Nie wiem. Ty wiesz.
Może nie zmywasz, nie sprzątasz, nie gotujesz, nie robisz zakupów, nie zajmujesz się dziećmi, nie zapraszasz jej na randki, nie kupujesz kwiatów, nie rozmawiasz długo i czule, nie interesujesz się, nie wysyłasz miłych romantycznych smsów? Jeśli tego nie wkładasz w swoje małżeństwo, to jakiego zwrotu oczekujesz?
Jaki jest twój wkład w związek?
Co dajesz swojemu mężowi?
Dajesz mu wyrzuty i pretensje? Obrażasz go? Tak tak, że mu się przytyło, że inni to to czy tamto. Może daje mu wredną osobę? Może dajesz mu kopa w jaja? Może podcinasz skrzydła i kruszysz i tak już poobijane i zdeptane poczucie własnej wartości. Wiesz, że chłopców, a potem mężczyzn praktycznie wcale się nie chwali? Więc może zamiast wsparcia odpychasz go jeszcze bardziej? Nie wiem tego. Ty wiesz.
Gdy wraca z pracy, dajesz mu poznać, że tęskniłaś, że cieszysz się na jego widok? Czy podrywasz go, adorujesz, uwodzisz, czy po prosty dajesz mu znać, że jest pożądany, że jest twoim wymarzonym mężczyzną? Że w ogóle jest mężczyzną?
Oczekiwania
Zmierzam do tego, że często zaskakująco mało dajemy od siebie, ale oczekiwania mamy bardzo duże. Nie wnosimy do związku nic lub prawie nic dobrego, ale chcemy, żeby to ta druga osoba była dla nas dobra. To tak nie działa. Związek dwojga ludzi jest jak zwykłe działanie informatyczne: wrzucisz śmieci – wyciągniesz śmieci.
Niemal zawsze, gdy pojawiają się jakiś tekst o poradach dotyczących związków, czy jakichś miłosnych, małżeńskich podpowiedzi, to od razu pojawiają się komentarze w stylu: „ja mam się starać a on/ona to co?”. „Ja mam coś zrobić? A kiedy ostatnio ona/on…?”, itp, itd.
Albo nawet jak piszę coś na temat jak zrobi fajną przyjemną randkę z żoną, to pojawiają się głosy czy mąż (w sensie ja) też gotuje, czy wszystko na barkach żony (w sensie Karoliny). I to jest takie podszyte złośliwością. W domyśle, że „znowu ja mam się starać? Dla niego?”.
>> Przeczytaj więcej moich tekstów o małżeństwie i związkach
Dwie grupy ludzi
Często w książkach o rozwoju osobistym, rozwoju biznesu itp. pojawiają się dość uproszczone, ale jednak nie pozbawione racji podziały na dwie grupy ludzi. Takich co odnieśli lub odniosą sukces i takich co go nie odnieśli i nie odniosą. Te dwie grupy różnią się podejściem do czynników zewnętrznych i swojego udziału w świecie.
Z grubsza chodzi o to, że ludzie w pierwszej grupie wiedzą, że muszą podjąć działanie i je podejmują. Nie czekają, nie liczą ile to już razy, nie zrzędzą, że jacyś „oni” im nie pozwalają, że rząd, że podatki, że chodnik krzywy. Działają. Wiedzą, że muszą coś zrobić sami. Wiedzą, że muszą się rozwijać, uczyć, upadać i wstawać.
Druga grupa obwinia wszystkich dookoła. Tylko nie siebie. Już dali z siebie wszystko samym faktem, że istnieją, cuda natury, Apolliny, boskie istoty, które raczyły zstąpić z Olimpu. Do tego dochodzi dużo gdybania, bo „panie kochany gdyby tylko…”.
Dobra, dobra, wiem, że są i tacy i taki, co faktycznie nic nie robią. Ale czy tak było od zawsze? Jeśli tak, to dlaczego w ogóle jesteście w związku? Ale jeśli nie, to co się stało? Co zgasło? I czy na pewno, to jest tak w 100% wina tej drugiej osoby? Ja nie wiem, nie jestem tobą. Ty wiesz. Oczywiście najłatwiej jest zrzucić winę na kogoś. To jest bardzo wygodne. No ale jakoś się razem w związku znaleźliście, no przecież nie jesteś tu na siłę.
Na 100%?
Tak, wiem. Może tak być. Faktycznie tak się zdarza. Ale czy tak na 100% jest to też w twojej sytuacji? Jeśli jesteś na milion procent przekonany/przekonana, że 100% winy ponosi druga osoba, a tobie nikt nic nie zarzuci, to nie jest tekst dla ciebie. Nie czytaj, ale co ważniejsze nie komentuj.
Jeśli jednak sytuacja nie jest, aż tak czarno-biała, to może jednak coś z tym można zrobić?
Można zacząć wkładać w swój związek miłość, troskę, dobro, radość, romantyzm, bezinteresowność.
Teraz, dziś. Nie czekaj. Wyciągnij telefon, napisz miłego, romantycznego smsa. Podejdź, przytul się, powiedz, że kochasz i tęsknisz. Kup kwiaty. Zaparz kawę. Przypomnij sobie jak to było gdy byliście zakochani i tak właśnie rób jak wtedy.
Miłość, to działanie. Twoje działanie.
Pozdrawiam
ZUCH
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026