Mówi się, że odrobina szaleństwa w życiu nie zaszkodzi… odrobina… Niestety Pat w swoim szaleństwie mocno przekroczył tę „odrobinę”. Żeby być szczerym trzeba przyznać, że miał ku temu powody. Żeby być jeszcze bardziej szczerym, trzeba też przyznać, że sam na te powody zapracował. Jednak Pat jest zdeterminowany, żeby sobie z tym poradzić. Pomagają mu w tym psychiatra i kolorowe pigułki, a przeszkadza Kenny G… [more…]
TYTUŁ
Dostałem mocno przedpremierowo polskie wydanie książki „Poradnik pozytywnego myślenia”. Było to jeszcze przed Oscarami, więc nie za bardzo orientowałem się co to za książka. Tytuł mnie nie zachęcił i prawie skasowałem mejla od wydawnictwa, bo myślałem że to jakieś badziewie 🙂
zuchowa porada – warto czytać mejle do końca.
Chwilkę jeszcze pochylę się nad polskim tytułem. Okazuje się, że to jednak całkiem niezłe tłumaczenie oryginalnego „Silver Linings Playbook”. Playbook, to właśnie podręcznik, choć bardziej spis zasad gry, a silver linings, jest częścią przysłowia, które uczy, że w każdej złej sytuacji mogą być jakieś pozytywne aspekty.
KSIĄŻKA
Do zrecenzowania dostałem wersję przed korektą, tzw. szczotę. Ciekawe doświadczenie, bo takich wersji nie ma w normalnym obiegu. Ot, biała okładka, tytuł i sporo literówek w środku – czułem się jak u siebie na blogu 🙂 Jak już się pokapowałem, że film na podstawie tej książki ma 8 nominacji do Oscara, to jakoś tak chętniej wziąłem ją na warsztat. Magia Hollywood…

Tak właśnie wygląda „szczota”. Zdjęcie pożyczyłem od Segritty, bo swoją szczotę oddałem bratu i zapomniałem wcześniej zrobić zdjęcie… Oczywiście Matylda wie, że od niej to zdjęcie pożyczyłem 🙂
Postaram się nie zrobić spojlerów.
Książka wciąga od pierwszych stron. Jest napisana z perspektywy Pata – i razem z nim dowiadujemy się co tak naprawdę się wydarzyło. Trzeba zaznaczyć, że Pat ma naprawdę nierówno pod sufitem, więc w roli narratora opisującego wydarzenia z własnej, zaburzonej perspektywy, jest uroczy.
Tu należałoby dodać – film mocno różni się w konstrukcji fabuły od książki. W filmie już na początku poznajemy przyczynę choroby Pata. W książce dowiadujemy się o tym stopniowo, co wg mnie jest o wiele ciekawsze. Zresztą książkowe szaleństwo jest chyba poważniejsze niż filmowe.
Fabuła książki rozpoczyna się w szpitalu psychiatrycznym, który Pat opuszcza dzięki usilnym staraniom matki. Lekarze są co do tego sceptyczni. W domu Pat zabiera się za odzyskanie swojej żony. Jest to jego absolutnie priorytetowy cel. Ostro pakuje w piwnicy, biega codziennie w worku na śmieci (żeby się bardziej pocić) i nadrabia zaległości w czytaniu. To wszystko w oparach totalnego nastawienia na pozytywne myślenie. Strasznie wkurzają go książki bez happyendu (czyli prawie cała klasyka literatury). Fajnie to było pokazane w filmie:
http://i79.photobucket.com/albums/j146/roguemouse/Blog/SilverLiningsPlaybook/tumblr_mh0ftdRIwG1qfjbcyo1_500_zps83100e7a.gif
Poznajemy rodzinę Pata, np. ojca, którego relacje z rodziną są podyktowane wynikami lokalnej drużyny football’owej. W końcu poznajemy też Tiffany, kluczową postać. Postać tak samo szaloną jak Pat i dalej śledzimy losy tej mocno niestabilnej pary. Dążenie do szczęścia na przekór wszystkiemu i wszystkim.
Ach, zapomniałbym: Kenny G – Pat dostaje ataku szału i niekontrolowanej agresji gdy usłyszy Kennego G 🙂
JAK SIĘ CZYTA?
Nie będę dalej opisywał fabuły, bo przecież nie o to chodzi. W recenzji książki chodzi o to, żeby ocenić czy pozycję tę warto nabyć. Otóż – fanfary – warto. Naprawdę przyjemna książka, bardzo fajnie się czyta. Oczywiście, nie jest to kandydat do literackiego Nobla, ale też do tego nie aspiruje. Krótko mówiąc, czy dla siebie, czy na prezent, czy na wieczór, czy do podróży, jest to ciekawa książka. IMHO książka dużo lepsza od filmu.
MOJA OCENA

KONKURS – ROZWIĄZANY
Mam do rozdania 3 książki „Poradnik pozytywnego myślenia”. Co ciekawe – od zwycięzców zależeć będzie, czy wezmą wersję sklepową, z okładką filmową, czy zażyczą sobie „szczotę”, wydanie wyjątkowe, przeznaczone dopiero do korekty, nie do kupienia w sklepach.
Co trzeba zrobić, żeby książkę dostać?
w komentarzach pod tym wpisem należy opisać co najbardziej szalonego zrobiliście dla swojej drugiej połówki. Liczą się zarówno historie o tym jak próbowaliście kogoś poderwać, jak i te o tym co szalonego zrobiliście dla kogoś z kim już jesteście.na Wasze odpowiedzi czekam do niedzieli (24 marca) do północyzwycięzców podam w poniedziałekpisząc komentarz podajcie plizz swojego mejla – w formularzy komentarza, a nie w samym komentarzy – żebym mógł dotrzeć do zwycięzcówWaszych mejli nie będę wykorzystywał do żadnego spamu.
Postanowiłem nagrodzić opowieść Tomka o grzebaniu w śmieciach, opowieść Tunki o szaleństwie level: nerd, oraz opowieść Krizkroz, bo takie małe szaleństwa składają się razem na piękne rzeczy.
Ze zwycięzcami skontaktuję się drogą mejlową.

Pozdrawiam
Zuch
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026

Well… Dla chłopaka, którego kocham, przesiedziałam całe dni w Bardzie, w którym grał z moim przyjacielem w Warhammera. Mimo swojej wielkiej miłości do fantastyki pod jakąkolwiek postacią- nie znoszę WH. Teraz ten chłopak też jest moim przyjacielem, a ja nadal słucham o głupim Warhammerze… Najbardziej szalone jest to, że jeszcze nie umarłam z nudów przy stole z figurkami :D…
Ha, wyszłam za takiego! 🙂
A można dostać e-wydanie 🙂 ?
Najbardziej szalona rzecz dla ukochanej osoby? Najbardziej szaloną rzeczą w ciągu 30 miesięcy bycia razem, była spontaniczna decyzja zamieszkania razem po niecałych dwóch miesiącach znajomości. Dalej mieszkamy ze sobą, dalej jesteśmy razem, dalej chcemy być razem. Do tego, zostałam nietuzinkowo poderwana. Kubek zostawił mi wizytówkę SB ze swoim numerem i dopiskiem (biegnę po wizytówkę): „umów się w końcu ze mną, Joanno!” Pierwszy błąd, nie znoszę pełnego imienia JOANNO, drugi: gdy się do niego uśmiechałam, on uciekał wzrokiem, trzeci: poszedł sobie, zamiast dać mi od razu wizytówkę ale później się wrócił „zapomniałeś czegoś zostawić”. Tyle byków a i tak się z nim umówiłam. Zamieszkałam, a teraz słucham o komputerach, Facebooku, o tym jak coś jest ossssom. Miłość, szalona miłość. Oboje zrobiliśmy coś szalonego dla siebie, on w dziwaczny ale słodki sposób, „wyrwał” mnie. Ja w szalony sposób zaczęłam życie z nim.
Btw, uwielbiam książki, a najbardziej „szczoty” 😀
Mam nadzieję, że będzie to tym razem „trafny wybór” bo, w przypadku ostatniej książki J.K. Rowling potwierdziło się jedynie: nie oceniaj książki po okładce 😉
Dumałam właśnie chwilę nad tym co szalonego zrobiłam dla swojej połówki… To zatrważające, ale w ciągu 10 lat nic! Jesteśmy starym nudnym małżeństwem a o szaleństwach czytamy lub oglądamy i może niech tak pozostanie w ramach równowagi dla zwariowanego świata 🙂
jeśli chodzi o ostatnią książkę JK Rowling, to ja treści nie recenzowałem, tylko zadumałem się na chwilę nad okładką 🙂
Jednemu z moich ex zorganizowałam podchody urodzinowe. Dostał ode mnie zadanie wejścia do jednego ze sklepów i stwierdzenia na głos „Podobno ma Pani dla mnie wiadomość”. Na to hasło Pani przekazała mu lizaka i karteczkę ze wskazówką gdzie iść, żeby znaleźć kolejną wskazówkę. W ten sposób (małym prezentem i wskazówką jak dotrzeć do kolejnego punktu) oznaczonych było 7 punktów rozsianych po całym osiedlu – sklepy, ławki w parkach, fontanny itp. Wszystkie kartki ze wskazówkami były fragmentami układanki. Można z niej było, po ułożeniu, odczytać ostatnią wskazówkę – miejsce spotkania ze mną. Stamtąd poszliśmy do restauracji na kolację, a w tym czasie znajomi w mieszkaniu urządzali imprezę niespodziankę 🙂 Trochę zachodu mnie cała intryga kosztowała, ale warto było 🙂 Nie wiem czy to (wystarczająco) szalone, ale myślę, że dość oryginalne. Pozdrawiam!
Jesteśmy po ślubie 15 lat. Kiedyś robiliśmy dla siebie rzeczy mniej lub bardziej szalone. Teraz częściej mijamy się w trosce o dzieci, biznes i codzienne sprawy. Czułość muszę wyduszać z męża jak sok z cytryny. A przecież to mój rycerz w srebrnej zbroi – nie szkodzi, że nie dopina się na brzuchu. Co roku przynosi mi sto tulipanów na Walentynki – nie szkodzi, że to już stało się przewidywalne. Tęsknię za odrobiną szaleństwa w naszym związku, przyznaję się.
Ale czasem życie gotuje nam chwile próby, ciężkiej próby. I dziś w nocy, kiedy nie mogłam spać, z kłębowiskiem czarnych myśli w głowie, usłyszałam ciche: „Kocham Cię, Miśku. Wszystko będzie dobrze.”
I takiego „szaleństwa” teraz było mi trzeba.
Wierzę – że kiedy ciemne chmury przejdą- mój rycerz jeszcze zrobi dla mnie coś prawdziwie niezwykle szalonego. Poczekam.
coś pięknego 🙂
Ja, żeby zwrócić na siebie uwagę ukochanej osoby wysłałam wiersz do kącika złamanych serc do gazety, w której pracował. Intencje zostały zrozumiane, bo wiersz został opublikowany w następnym numerze a w kolejnym pojawił się wiersz- odpowiedź 🙂
Najbardziej „szaloną” rzeczą jaką zrobiłam, było napisanie karteczki z numerem swojego telefonu i dosłownie wciśnięcie jej do ręki chłopaka, którego nie znałam, a tylko widziałam kilka razy w życiu 😀
Nie mówiąc o tym, że rozsyłałam znajomym jego zdjęcie (które zrobiłam „ukradkowo” – po wrzuceniu na kompa okazało się, że patrzył w obiektyw xD) z nadzieją, że ktoś go zna 😀
Pewnego razu, z obecną aktualnie narzeczoną przytrafiła nam się zwariowana historia, z której aktualnie się śmiejemy, choć była to dla mnie chwila, wymagająca wiele upartości. Owa historia wydarzyła się ponad 6 lat temu, kiedy razem byliśmy zaledwie rok. Zanim zacznę, muszę podać jeden ważny szczegół, który gra tutaj kluczowa rolę. Otóż wraz z ukochaną nosiliśmy wtedy takie pseudo obrączki jako symbol związku.
Pewnego wieczoru, gdy odprowadzałem ukochaną na przystanek autobusowy, doszło do sprzeczki. Przez pół drogi ta niewinna awanturka, zdążyła przerodzić się w niezłą kłótnie.
Człowiek za wiele potrafi powiedzieć podczas takiej fali nerwów, czego wcale nie miał na myśli.
Zatrzymaliśmy się wtedy akurat pod nocnym barem wydającym świetne zapiekanki z indykiem, kiedy rozwścieczona dziewczyna pod wpływem nieopisanego gniewu, ściągnęła obrączkę (o której wspominałem) i wrzuciła do kosza.
Co zrobiłem w tej sytuacji? Otóż zdając sobie sprawę, że w ciemności nie wynajdę pierścionka, bez zastanowienia złapałem za brzegi worka na śmieci i wyciągnąłem go z kosza (wór był naprawdę wielki, pełen papierowych talerzyków, niedojedzonych zapiekanek, kebabów i ogórków kiszonych – też ich nie lubię). Obróciłem się poirytowany na pięcie i wróciłem do domu. Całą zawartość wysypałem do wanny. Pierścionka oczywiście tam nie było. Dziewczyna zrobiła taktyczną zmyłkę, aby zrobić mi nauczkę !
Do dnia dzisiejszego wspominamy historię, jak przez kilometr, z workiem pełnym śmieci niedojedzonych zapiekanek, wracałem do domu. Była to dla mnie najbardziej zwariowana rzecz jaką zrobiłem.
Może to sie wydać okrutne, ale ukradlem koronę z burger Kinga 🙂 taką, co to ją dzieci dostają za zestaw dla dzieci 🙂
Początkowo pomyślałam – lipa, nie pogram, bom aktualnie niesparowana. Ale potem przypomniała mi się pewna krzywa akcja z czasów bycia wesołym studentem. Jak człowiek ma 19-20 lat, to różne dziwne rzeczy przychodzą do głowy, a już zakochanej dziewiętnastce… Zauroczył mnie pewien młody człowiek, taki co to przed chwilą studia skończył i na moje nieszczęście był przez rok moim wykładowcą/ćwiczeniowcem. Pewnego dnia, pod koniec drugiego już semestru coś mi odwaliło, poszłam do niego i walnęłam prosto z mostu: „Panie Tomku, mam dwa pytania. Pierwsze: co by Pan powiedział, żebyśmy przeszli na Ty? (ok) Drugie: moja siostra wychodzi za maż, pójdziesz ze mną na wesele? (mina człowieka bezcenna). Oczywiście z drugiego nic nie wyszło, ale mnie „pan Tomek” na spacer zaprosił 😉
Cholercia, sporo tego… niestety większość tylko „dla dorosłych”, więc ugryzę się w jęzorek. Z kolei te cenzuralne są zazwyczaj banalne, … hmmm może ogólnie:
Pozwalam zawsze swojemu facetowi być Panem sytuacji, nigdy się nie narzucam, nigdy nie dzwonie i nie mejluję, chyba że mam konkretną sprawę do zakomunikowania… Pomarudzić to mogę ale innym. Jemu zostawiam konkretne kąski i przekonanie, że ciągle goni króliczka. Gdy go dogania dostaje nagrodę, choćby przelot nad Poznaniem awionetką, choćby miłe słowo, że seksownie wygląda w tej nowej koszuli. Gdy natomiast mi błyśnie oko na piękną sukienkę, czy kolczyki pozostaje pytanie: czy on poczują że warto zainwestować? To jest jak gra na giełdzie, jak ruletka, tylko bardziej namacalna.
Kiedy mój ukochany ( z którym byłam zaledwie tydzień) zabrał mnie na koncert do klubu zgodziłam się. W trakcie koncertu fajnej olsztyńskiej grupy poprosiłam o piosenkę dla niego. Kiedy już ją zagrano moja druga połówka weszła na scenę poprosiła o mikrofon wokalistkę a później zadała najważniejsze pytanie życia, mianowicie: „Czy wyjdziesz za mnie”. Zgodziłam się 😀 tak więc po tygodniu związku zostałam narzeczoną:D Od tamtej chwili minęło prawie półtora roku a my planujemy nasz wyśniony ślub 😀
Największym szaleństwem na jakie się zdobyłam, było przeprowadzenie „testu” przed podjęciem decyzji czy zgadzam się być razem z panem X. Przygotowałam sobie zestaw ważnych, ale trudnych pytań. Na pierwszym spotkaniu wypytałam, czy kiedykolwiek palił papierosy, co jest dla niego ważne w związku, co sądzi o wierności i zdradach, w skali od 0 do10 ile pije alkoholu, co sądzi o filmach pornograficznych, jaka jest wg niego rola kobiety w związku, jakie były jego doświadczenia w relacjach damsko-męskich. Pod koniec podsumowałam, czy „zaliczył test”, czyli czy pasujemy do siebie. Dzięki temu, potem nie było już „przykrych niespodzianek” tylko od razu oceniłam czy taka osoba mi odpowiada. Może to trochę stresująca metoda dla drugiej osoby, ale w ten sposób szybko poznaliśmy swoje opinie na ważne kwestie (później i ja się wypowiedziałam). Z panem X jestem do dziś i uważam, że lepiej już trafić nie mogłam 🙂 Od razu pokazał, że mu na mnie zależy skoro zgodził się i wytrzymał takie testowanie 😉
Kiedyś po jakimś moim kolejnym kobiecym fochu, dotarło do mnie, że może jednak nie trzeba od razu warczeć i gryźć postanowiłam przeprosić. Jako kobieta i aspirujący informatyk nie bawiłam się w jakieś głupie i błahe „przepraszam”. Od czego jest kompilator? Usiadłam, włączyłam laptopa, napisałam algorytm, wszystko pięknie ślicznie, po trzech podejściach i dopisaniu wszystkich brakujących średników mój program przepraszający działał! Spakowałam program, otworzyłam maila i wysłałam. Najbardziej skuteczne przeprosiny ever! 🙂
Ja oddałem swojej wybrance rękopis mojej, nieopublikowanej wówczas jeszcze książki z dedykacją. Wcześniej pilnowałem tego jak oka w głowie i nikomu nawet nie pożyczałem – wiadomo, co może stać się z nieopublikowaną powieścią w nieodpowiednich rękach 😉 Z punktu widzenia twórcy było to szalone, jednak rękopis trafił w najlepsze ręce, jakie można sobie wymarzyć. Jesteśmy razem do dziś, a i powieść ujrzała światło dzienne 🙂
Poznałem moją dziewczynę na koncercie GreenWood, gdzie zapoznała nas wspólna znajoma. Trzy lata później, kiedy wyjechaliśmy na weekend między innymi na koncert owej kapeli, przyszykowałem niespodziankę. Po zapowiedzi skrzypka zespołu wszedłem na scenę i oświadczyłem się. Marta była w szoku, z resztą jak większość zebranych na koncercie, włączając w to członków zespołu (nikt po za skrzypkiem nie wiedział o moich planach, bo od razu by wypaplali na początku imprezy ;)). Do teraz nie pamiętam co mówiłem podczas przemowy, tak byłem zdenerwowany. Ale najważniejsze, że się zgodziła 🙂 Wszyscy krzyczeli, klaskali, nawet się ktoś popłakał 😉 Kapela pogratulowała nam i zagrała ulubiony kawałek mojej narzeczonej. Fajnie się składa, bo dzisiaj jest rocznica 🙂 Koncert odbył się z okazji obchodów św. Patryka połączonych z pierwszym dniem wiosny. Cała knajpa była przystrojona na zielono, było i zielone piwo, co się fajnie składało w całość, bo zielony to ulubiony kolor Marty. Klimat imprezy super, dużo radochy i utopiona marzanna. To była jedna z najfajniejszych rzeczy, które zrobiłem, sporo było zamieszania, masa nerwów, ale zdecydowanie było warto.
Powiedziałam „tak” po pół roku znajomości na odległość (Katowice-Legionowo) – dzisiaj (21.03.2013) mija 10 lat od naszego ślubu 😉
hmmmm… ja dla mojej niewiasty przez cały tydzień po pracy wieczorami w przerwach kiedy się z nią nie widywałem i oczywiście całkowicie w tajemnicy przed nią 🙂 tworzyłem ramki na zdjęcia (nie myślałem że będzie to aż takie trudne) z drewna, szkła, i materiału – malowane pod kolor mebli a dodatkowo połączone ze sobą kilometrami zielonej jak alpejska łąka nici (zielony to jej ulubiony) z dodatkami ręcznie wykonanych kokardek. Muszę się pochwalić, że nawet nie oczekiwałem że wyjdą aż tak świetnie 😀 ale wracając do tematu – po stworzeniu wyżej wspomnianych ramek wydrukowałem zdjęcia, które jej się najbardziej podobały i włożyłem w odpowiednie dla nich miejsce. Całość umieściłem w bagażniku swojego auta wraz z duuużym bukietem kwiatów 🙂 kiedy odwoziłem ją do domu ze wspólnego spaceru w środku lasu wjeżdżając w dziurę w drodze (przy naszych drogach znalezienie dziury nie było trudne 🙂 ) udałem że przebiłem przednie koło pochylając się nad nim kiedy wysiadła zobaczyć co się stało poprosiłem ją żeby podała mi lewarek z bagażnika bo akurat leży na wierzchu to podniosę samochód 😛 po otwarciu bagażnika od razu się domyśliła że nie chodziło o żadne koło he he, a ja kiedy przestały mnie już usta boleć stwierdziłem że prezent niespodzianka jej się na prawdę podobał 😀
P.S. co najlepsze po wszystkim dowiedziałem się że przez ostatni tydzień myślała, że się nią znudziłem i dlatego miałem tak mało czasu dla niej. Do tej pory jesteśmy razem.
Ja dość długo starałam się zdobyć serce swojego obecnego faceta. Próbowałam na różne sposoby. Wiele szalonych rzeczy zrobiłam z nim, dla niego w czasie związku, ale tych raczej nie mogę opisać, bo są mocno +18 😉 Natomiast jeden zanim w końcu byliśmy razem pozwolę przytoczyć…
Był już listopad… dość chłodno, w dodatku padał deszcz… ale to była jedyna możliwość, bo moje szczęście miało być samo w domu…
Ubrałam więc seksowną bieliznę… narzuciłam na to ciepły długi płaszcz i przez praktycznie całą Warszawę przejechałam, żeby się do niego dostać i zrobić mu niespodziankę 🙂
Swoją drogą to było niesamowite wrażenie… jechać w takim „stroju” i mieć świadomość, że nikt nie ma pojęcia, co kryje się pod płaszczem 🙂
duzo sie uzbieralo, przez te kilkanascie lat. ale chce powalczyc o ksiazke.
wiec opowiem o kominku. mieszkalismy wtedy w bloku, byla zima i zeby zrobic super atmosfere zrobilem ze styropianu kominek, mial nawet ogien z kartonu.
Hmmm … ja to w sumie chyba dość bardzo podobna sytuacje mam jak główny bohater książki. Staram sie i stawiam świat na głowie by odzyskać moja jeszcze obecna żonę z ktora juz nie mieszkam i której poprostu niby „przeszło”. Najbardziej zwariowane jest to ze widzę ze czasami tak jak Pat może już zwariowalem i może powinien iść do psychiatryka ale … Poprostu wciąż ja kocham. Może to ze próbuje ja odzyskać jest najbardziej zwariowana rzeczą która zrobiłem/robię?
Może dlatego powinien przeczytać ta książkę?
Pamiętam raz jak dla dziewczyny na urodziny kupiłem ogromnego misia. Razem z tą dziewczyną mieszkamy w jednej miejscowości i nie daleko siebie. Iż, że miś był duży, nie miałem takiego Kartonu by go zapakować. Musiałem iść z misiem przez moją miejscowość, trochę było mi głupio bo ludzie się na mnie patrzeli, ale najważniejsza była mina mojej dziewczyny, tego nie zapomnę 😉
Coż, czy przyjęcie oświadczyn po miesiącu znajomości jest wystarczająco szalone? Poznaliśmy sie w maju 2000 roku na plenerowej imprezie.Właśnie kończyłam studia.On przystojny typ podrywacza.Ja-zmęczona po 7 letnim toksycznym związku.Pasował mi na szaloną noc:) Tylko, że wszystko wymknęło się spod kontroli.W nim obudziły się jakieś pokłady romantyczności a ja dałam się na to złapać:) 1 lipca zabrał mnie do Sandomierza(jeszcze przed jego fenomenem z Ojcem Mateuszem) i na rynku, pod sandomierską studnią przed oczami jakiejś wycieczki, poprosił mnie o rękę.I ja się zgodziłam:) Zgodziłam się również na ślub w trybie przyspieszonym, bo już 26 sierpnia a nawet na dziecko! 10 listopada już była w ciąży.W rezultacie 26 sierpnia roku następnego byliśmy już rocznym małżeństwem z 2 tygodniowym maleństwem:))) W ciągu pół roku zmieniłam diametralnie swoje życie nie zastanawiając się ani 5 minut:) Mieliśmy tą fantazje:)Ułańską:) Dziś jesteśmy juz podwójnymi rodzicami, z 13 letnim małżeństwem.Wciąż szaleni, zakręceni i bardziej spontaniczni od naszych dzieci:)Nie mogę tylko dojść czy on był bardziej szalony prosząc mnie o rękę po miesiącu znajomości czy ja, przyjmując te oświadczyny:)Zostawiam to już decyzji oceniających:)
Poznalem moja polowke, gdy mielismy po 13 lat. Niestety nie bylem wtedy wystarczajaco odwazny, aby zrobic szybko pierwszy krok. Zrobil go moj kolega, na szczescie ich zwiazek nie przetrwal. A ja sprobowalem dopiero po 3 latach. Nasz zwiazek nie przetrwal jednak proby odleglosci, gdy Ona wyjechala do Hiszpanii na wakacje. Tam znalazl sie Hiszpan, a Ja nie zawalczylem o swoje, na co ona byla zla i rozstalismy sie. Gdy skończylem studia dostalem prace i propozycje przeprowadzki do 3miasta tam spotkalismy sie i wyjasnilismy sobie sytuacje z przed lat. To byl maj, w grudniu bylismy juz malzenstwem. Teraz jestesmy szczesliwymi rodzicami 1,5 rocznego Janka. Od 6 lat jestesmy szalonym malzenstwem, w ktorym pamietamy,ze popelniac bledy i wybaczac sobie trzeba codziennie.
Środek zimy, środek nocy, prawie 20 stopniowy mróz, a ja pieszo, bez białego rumaka, przemierzałem gęsty ciemny las, pełen białych wędrowców i dzikich, do mojej pięknej białogłowy. Przeżyłem spotkanie z sarnami, odpowiedziałem na zagadkę sfinksa, pokonałem smoka, po czym okazało się, że nie ma jej w domu. Z niespodzianki wyszły nici, a ja zostałem 15km od rodzinnego grodu. Na szczęście dalej noszę przy sercu wyhaftowaną chusteczkę, a mieczem wysiekłem już całe stado konkurentów, więc chyba jest już na mnie skazana, nawet jeżeli będzie za siedmioma górami i siedmioma lasami. Iście bajkowa historia 🙂