Ja nie mówię co mają myśleć. Ja mówię, że mają myśleć
Jako wykładowca mam przywilej obserwowania młodych ludzi przy pracy. Zajęcia kończymy zaliczeniem, a zaliczenia bardzo lubię robić w formie grupowego projektu. Studenci muszą zmierzyć się z jakimś realnym wyzwaniem. Czymś, z czym faktycznie mogą mieć do czynienia w pracy, z czymś, co ma być wdrażalne.
Ale ja dziś nie o tym.
Otwarty umysł
Staram się o sobie myśleć jako o osobie o otwartym umyśle. Staram się nie zamykać w jednej narracji, a poznawać i rozumieć czyjeś punkty widzenia. Chcę obserwować zmiany i rozumieć wybory innych ludzi. Po prostu nie wszyscy muszą postępować tak jak ja, nawet jeśli moja droga wydaje mi się właściwa. Nie chcę jej narzucać. Co najwyżej chcę nią zarazić.
Często zamykamy się w naszych przyzwyczajeniach i traktujemy je jak dogmaty. A to tylko przyzwyczajenia. Zdarza się, że to co robimy traktujemy jak odwieczne tradycje, a faktycznie sięga to może 2-3 pokoleń. Przyjmujemy coś za oczywistość, a może się okazać, że to w ogóle nie miało miejsca i jest to nieprawdą.
Nikt nie jest od tego wolny, ja też nie. Jednak chcę to minimalizować. Robię to próbując zrozumieć, zanim wydam osąd. To jest mało popularna droga rozważania. Zwykle szafujemy wyrokami zanim w ogóle pomyślimy. To głupie, tamto głupie, ci źli, tamci niedobrzy. Z wiekiem się pogarsza i przepoczwarzamy się w zrzędliwych staruchów. Niektórzy, takim staruchem stają się już przed czterdziestką.
Ważny jest efekt
Ale do rzeczy: moi studenci piszą egzamin. Podzielili się na grupy, grupy na podgrupy i działają. Jak? Różnie. Ktoś siedzi na krześle, ktoś siedzi na ławce, ktoś krąży nad nimi. Część osób wyciągnęła laptopy, a cześć smartfony. Dwie godziny piszą egzamin na smartfonie. I co? I nic.
Mają wykonać zadanie. Jak? Tak jak im wygodnie. Jeszcze 6-7 lat temu w zasadzie nikt nie wyciągał smartfona, żeby na nim pisać egzamin. Ale ci studenci wtedy kończyli podstawówkę. To inne pokolenie. Inni ludzie. Co innego jest ich naturalnym narzędziem. I co? I nic.
Grupa wspólnie pracuje na jednym dokumencie, używając różnych narzędzi. Przerzucają pliki między smartfonami, komputerami, aplikacjami i chmurami. Mówią, śmieją się, piszą i nagrywają. Wchodzą i wychodzą z sali. Trochę mówią paszczą, trochę piszą przez komunikatory. Pracują. Zastanawiają się, decydują, dyskutują, polemizują, dociekają.
Nie „źle”, a „inaczej”
Narzędzia jakich używają i to jak siedzą przy biurku (i czy w ogóle siedzą) naprawdę nie ma znaczenia. Oni są dwa razy młodsi ode mnie. Nie są mną. Są inni. Dzieli nas rewolucja cyfrowa. Ja ołówkiem przewijałem kasety, oni od dziecka mają dostęp do sieci. Nie wartościuje, bo to nieistotne. I to nie jest tak, że moje było lepsze. Moje było inne, ale czy lepsze? W sensie tak serio, czy na pewno było lepsze? Jak można to ocenić, skoro absolutni nie zna się drugiej strony. Nie zna się i poznać nie można, bo jej się nie rozumie, bo jesteśmy inni, wychowani w innych epokach.
Ale łatwo się w tym zgubić. Łatwo pogubić się i zamiast uczyć zaczyna się kontrolować myśli, wtłaczać jedyne słuszne idee, tworzyć kolejne bezrefleksyjne trybiki maszyny, kolejne cegiełki w murze, gdzie nie ważny jest wynik. Ważne jest żeby małpka skakała tak jak jej zagrają.
Ja nie mówię co mają myśleć. Ja mówię, że mają myśleć.
Pozdrawiam
Zuch
Cześć! Podobał Ci się tekst? Znalazłeś tu ciekawą radę, albo dobrą rozrywkę? Świetnie, staram się żeby mój blog był wartościowym miejscem. Jeśli chcesz, możesz mi się odwdzięczyć i „postawić mi kawę” 😉
- Dobry żart - 21/05/2026
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026