„Dobra robota. Jestem z Ciebie dumny synu.”
To słowa, które każdy facet chciałby usłyszeć, ale niewielu miało do tego okazję. To nie tak, że nigdy nie zrobili niczego dobrze. Po prostu chwalenie nie jest polską tradycją.
To się zmienia, ale powoli
Głównie dlatego, że to czym nasiąknęliśmy wciąż w nas jest. Mimo, że wiem żeby chwalić, to jakoś tak wychodzi, że się zapomina. Nie ma takiego odruchu. A ja właśnie chcę do Was panowie zaapelować, żebyście nad tym tematem popracowali. Być może nie macie z tym problemu – super. Jednak z doświadczenia wiem, że oszczędność w pochwałach to dość powszechna przypadłość.
Chwalenie (rozsądne) dzieci jest szalenie ważne. Wytłumaczę to na moim przykładzie sprzed jakiegoś czasu:
Rąbałem drewno do kominka
Pomagał mi mój syn, Szymo (wtedy dziesięcioletni). Głównie układał porąbane szczapki, ale też trochę sam porąbał. Praca taka, że człowiek się na niej skupia i nie bardzo jest przestrzeń na gadanie. Na początku powiedziałem Szymowi, żeby do roboty założył swoje rękawice robocze. Cofnął się do domu, a po chwili wrócił w moich rękawicach. Zirytowałem się, choć nie dlatego, że to moje, ale dlatego, że są dwa razy za duże i nie będzie mu się wygodnie pracowało. Poza tym polecenie było jasne. Poszedł je zmienić i wrócił w rękawiczkach rowerowych bez palców. Nieco dobitniej powiedziałem, żeby założył w końcu swoje dopasowane i odpowiednie do pracy rękawice. Za trzecim razem zadziałało i pracowaliśmy dalej około godziny, w sumie nie wiele rozmawiając. Przewaliliśmy pewnie kilkaset kilo drewna, co dla dziesięciolatka było naprawdę ciężką pracą. Nawet ja się trochę zmachałem. Mimo zmęczenia bawiliśmy się przy tej pracy bardzo dobrze.
Najwyraźniejszy komunikat
I teraz tak – najwyraźniejszym komunikatem, który padł było zwrócenie uwagi na nieodpowiednie (z recydywą) rękawiczki. Mój syn, po godzinie ciężkiej pracy został z takim przekazem, że bezsensownie się wygłupia zamiast zrobić coś raz, a dobrze. Nie padło ani jedno słowo, że praca poszła dobrze, no bo starałem się trafić siekierą w pieniek, a nie w piszczel.
Niezadowolenie
Zwykle tak właśnie kończy się wspólna praca – przekazem wyrażającym jakieś tam niezadowolenie. Nie jest to nic nienormalnego, bo trzeba pewne rzeczy zakomunikować, pewne rzeczy skorygować. Problem polega na tym, że często brakuje przestrzeni na pochwałę i… jej nie ma.
Najważniejszy komunikat
Mam tego świadomość. Dlatego gdy już usiedliśmy w domu, a raczej zwaliliśmy się na kanapę powiedziałem:
„Szymo, posłuchaj mnie uważnie: odwaliłeś kawał dobrej roboty. Świetnie mi się z Tobą pracowało. Wiem, że było ciężko i jestem z Ciebie dumny, że się nie poddałeś. Naprawdę się cieszę, że byłeś dziś ze mną.”
To szalenie ważne dla dziecka, które – jak to dziecko – dopiero kształtuje swoje poczucie własnej wartości. A pochwała z ust rodzica, z ust ojca, jest czymś niesamowicie ważnym. Panowie, macie moc. Naprawdę, Wasze słowa mają moc. Używajcie jej i wzmacniajcie swoje dzieciaki.
pozdrawiam
ZUCH
Więcej tekstów z tej serii przeczytasz tutaj 👉🏻 JAK BYĆ OJCEM
- Dobry żart - 21/05/2026
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
jeeeny, mam nadzieję, że będę w stanie też zawsze o tym pamiętać kiedy zajdzie taka potrzeba (póki co pamiętam, ale junior jeszcze aż tak nie kuma czaczy (3 latka) ) – niemniej jednak, poruszyłeś bardzo ważny aspekt rodzicielstwa – dzięki za ten wpis! 🙂
myślę, że jeśli dziś wiesz, to jutro będziesz pamiętał 🙂 no i warto trenować na maluchach, co nie kumają za bardzo, bo z tym chwaleniem to czasami tak jakoś przez usta nie chce przejść. Całe pokolenia wzbraniania się przed tym zrobiły swoje.