Dla moich dwóch braci grudzień trwał jakieś pół godziny. No, a przynajmniej tyle wytrzymywały ich kalendarze adwentowe. Te, gdy byłem dzieckiem, były prawdziwym hitem, bo zza granicy, z Niemiec. Dziś mocno już spowszedniały. A jednak jest to fajna rzecz. Dzieci odmierzają czas do świąt, czują jak atmosfera narasta. Więc zamiast kupować czekoladopodobny wyrób, można podnieść poprzeczkę i zrobić rodzinny kalendarz adwentowy z… rodzinnymi zadaniami.
W dobie powszechnego dobrobytu słodycze nie są już zbyt dużą atrakcją. Taka czekoladka łykana w 30 sekund to nie jest coś co sprawi, że dzieci poczują klimat świąt. Poza tym mamy rodzinną zasadę, że nie jemy słodyczy poza weekendem, więc tutaj musielibyśmy ją złamać. No i najważniejsze – zadania, które dzieciaki będą codziennie odkrywać mają formę zabawy, nauki i zachęty do czynienia dobra. Będą kolejną okazją do budowania rodziny. My takie zadania stworzyliśmy sami pod kątem naszej rodziny, ale jeśli potrzebujecie inspiracji to zajrzyjcie na blog naszej znajomej, Andżeliki. Są tam super pomysły, które mogą was zainspirować.
Rzecz jasna sam kalendarz adwentowy muszą wykonać dzieci. Rodzice w zasadzie spisują tylko zadania i pomagają przy ogarnięciu całości. Najpierw musieliśmy wspólnie kalendarz zaplanować. Wiadomo, że musi mieć 24 miejsca. Takie otwierane miejsca, najlepiej szufladki. Kupiliśmy więc zapałki. Raz, że to tanie, a dwa, że faktycznie są to idealne do tego celu pudełeczka. Same zapałki na pewno też się kiedyś przydadzą.
Poza pudełeczkami potrzebujemy całej masy różnych badziewi. I tu taka moja porada: zróbcie sobie kufer badziewia. Skrzyneczkę, pudełko, karton, cokolwiek, gdzie będziecie wrzucać wszelkie resztki, które mogą mieć plastyczne zastosowanie. My w naszym kuferku badziewi mamy różne bibułki, tony naklejek, wstążki, cekiny, skrawki materiału, druciki, frotki, złotka, guziki, itp, itd. Zbierajcie takie rzeczy, dokupujcie po trochu. To jest praktyczne, ale też dzieciaki są jak kury i uwielbiają grzebać, wygrzebywać, przewalać i odnajdywać skarby.





Jeśli macie znajomych w Stanach albo ktoś z tamtąd wraca, to podpowiadam też, że oni tego mają masę i to za grosze. U nas byle gówienko w empiku kosztuje miliony monet, bo do dekupażżżż… tia… W każdym razie im więcej takich śmieci tym lepiej.
Co jeszcze? Przyda się też twarda powierzchnia, do której skończone już szufladki będzie można przykleić. Ja dałem dzieciom kawałek panelu podłogowego, który został po budowie. Wiedziałem, że kiedyś się przyda, choć żona mówiła, żebym to wyrzucił. Ta, wyrzucił, w Poznaniu…
I teraz najważniejsze zadanie dla dzieci. Każde pudełko zapałek trzeba obkleić czymś. No czymś, nie będę przecież mówił czym konkretnie, bo to każde dziecko ma swoją wizję i niech ją realizuje. Istotne tylko to żeby na koniec każde pudełeczko miało wyraźną liczbę od 1 do 24.
Przycinanie, obklejanie, wiązanie, malowanie – całe popołudnie z głowy. Dzieciaki wkręcają się w to, bo nie da się zrobić źle czy brzydko. Każde pudełeczko jest fajne, a w zestawieniu całość tworzy cudaczny patchwork.




Gdy wszystkie pudełka są już zrobione to do każdej szufladki trzeba włożyć kartkę z zadaniami. Całość przyklejamy do panelu lub po prostu do grubego kartonu i wychodzimy nam śliczny kalendarz adwentowy. Hania po skończonej pracy tylko westchnęła i powiedziała, że już nie może się doczekać piątku 😃
powodzenia,
Zuch
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
Świetny patent!
Jako alternatywę dla