Stoisz trochę z boku. Chcesz uczestniczyć, ale w sumie nie bardzo wiesz jak. Nie bardzo wiesz gdzie. Nikt nie powiedział ci co masz robić, kiedy masz robić i jak masz robić. Trochę się starasz, ale reakcji nie ma. Jest tylko zmęczenie, nerwy i napięta atmosfera, która grozi wybuchem. Tak często wyglądają pierwsze miesiące bycia ojcem.
Oczywiście nie zawsze. Jeśli u Ciebie jest inaczej – super. Ale jednak bardzo często, zwłaszcza przy pierwszym dziecku pierwsze miesiące są trudnym i rozczarowującym czasem. Najniebezpieczniejsze w tym jest to, że wielu facetów po prostu się poddaje.
Dla mnie jakoś „poddać się” nie pasuje do mojego wyobrażenia mężczyzny. Do mojego wyobrażenia jakim mężczyzną chcę być. No, ale łatwo powiedzieć, kreować się na nie wiadomo kogo. A potem przychodzi rzeczywistość.
Widzisz, drogi kolego – piszę to głównie dla tych z Was, którzy dzieci jeszcze nie mają – pierwsze trzy miesiące z dzieckiem są wyjątkowo niewdzięczne. Mówi się nawet, że ten czas to tak naprawdę czwarty trymestr ciąży. Dziecko wtedy hmm… budzi się do życia. Wszystkie procesy dopiero się zaczynają. Trochę to trwa, coś jak włączenie komputera z Windowsem – chciałbyś już pograć, a tu sto aktualizacji.
Stres
Sam początek ojcostwa, to duży stres. Życie wywraca nam się do góry nogami, nic do tego nie przygotowuje. Można czytać, można słuchać, ale do tego co się dzieje, gdy pierwszy raz weźmiesz na ręce swoje dziecko nic nie może Cię przygotować. Dostajesz emocjonalnym szpadlem do odśnieżania w ryj.
Tak więc mamy sporo stresu. Do tego dochodzi zmęczenie. Twoje, ale przede wszystkim Twojej żony. To na jej barkach skupia się niemal cały ciężar trudów pierwszych miesięcy.
Będziesz zmęczony, będziesz sfrustrowany, będziesz chciał chwili spokoju, będziesz chciał uwagi swojej żony, będziesz chciał… już sam nie wiesz czego będziesz chciał. Ale dobrze Ci radzę: wsadź sobie gdzieś swoje „ja chcę”. To co Ty teraz przeżywasz, to pikuś w porównaniu z tym co przeszła i przechodzi Twoja żona.
Brak reakcji
Do tego wszystkiego, jakby było mało, dochodzi w zasadzie całkowity brak reakcji ze strony dziecka. Niewdzięczny smarkacz, ani nie powie dobrego słowa, ani się nawet nie uśmiechnie, nie przytuli, nie przybije piątki. Bo jeszcze nie umie! Przecież Ty też do tej pory się nie nauczyłeś, że klapę się opuszcza, a krzesło nie jest miejscem na ubranie.
Jedyne co twój potomek teraz umie to jedzenie, spanie, wydalanie i płacz. Tego ostatniego bywa czasami za dużo, bo to jedyna forma komunikacji jaką posiada. Ale dla nas dorosłych jest to forma frustrująca, zwłaszcza, że nie zawsze wiemy o co mu chodzi. Po prostu musimy to przetrzymać, to tylko kilkanaście tygodni.
Daj mu ten czas, bo on minie szybciej niż ci się to teraz wydaje.
Bywa, że te pierwsze trzy miesiące zadecydują o waszej przyszłości. Brak relacji albo relacja nie taka jakiej oczekujesz, to efekt tego, że na początku się poddasz. Masz wybór: będziesz ojcem albo współlokatorem matki swojego dziecka. Ojciec się nie poddaje, ojciec jest niezłomny.
Ojciec JEST
Więc bądź, walcz o każdą chwilę, o każdą nudną chwilę. Przetrwaj początek dając z siebie więcej niż wszystko, a wkrótce dostaniesz nagrodę: uśmiech swojego dziecka. Taki maluszek cieszy się całym ciałem, całą swoją osobą i cieszy się, że widzi CIEBIE. To jest petarda.
Doświadczyłem tego trzy razy. Trzy razy przetrwałem początek i trzeci raz moje dziecko obdarza mnie swoim cudownym bezzębnym uśmiechem. Trzeci raz maluszek usypia w moich ramionach, a potem spokojnie drzemie leżąc wtulony we mnie. To są chwile, których nie da się opisać, one przekraczają możliwości jakie daję nam język. To jest coś metafizycznego. To jest początek wspaniałej drogi.
Kochaj i służ
Pierwsze trzy miesiące mogą być i zwykle są kluczowe dla Twojego ojcostwa. Nie daj się zmarginalizować, bierz na siebie więcej niż chcesz, wyjdź daleko poza swoją strefę komfortu i nie oczekuj zapłaty. Ona przyjdzie z czasem, ale to spokojnie.
Na początku po prostu bądź ojcem i bądź mężem. Kochaj swoją żonę, bądź dla niej wsparciem, bądź wyrozumiały do granic możliwość, a nawet bardziej. Bądź sługą. Kochaj i służ, tak. Nagroda przyjdzie i będzie wielka, bo silne małżeństwo i silna rodzina, to najlepsze co można mieć na tej ziemi.
pozdrawiam
Zuch
- „Zgrana Paczka” – gra na warsztaty - 20/04/2026
- Scrabble – ta klasyka się nie starzeje - 30/03/2026
- AI w szkole niszczy samodzielne myślenie uczniów - 02/03/2026
Prawdę piszesz. Tak właśnie wyglądały trzy miesiące naszego życia po narodzinach pierwszego dziecka. Na szczęście szybko minęły 🙂
No właśnie. To bardzo szybko mija. Oczywiście kiedy właśnie trwa, to ma się wrażenie czarnej dziury 🙂
Tak a potem człowiek tęskni za tym czasem 🙂
no właśnie za tymi pierwszymi trzema, czterema miesiącami, to akurat nie.
Jestem mamą niespełna 4 miesięcznej księżniczki, która dziś w nocy dała nam nieźle w kość i taki tekst, chodź kierowany do ojców, przywołuje te pierwsze chwile i dziś dodał mi energii by dotrwać do końca dnia, kiedy będę mogła paść na twarz 😀 Dzięki za to! A z tekstem się w pełni zgadzam, mój mąż chodź często zmęczony po pracy i wspólnie nie przespanej nocy, stara się dać od siebie jak najwięcej, nie zawsze wychodzi, bo to nie jest łatwe, ale wierzę, że córka powie mu kiedyś, że jest najwspanialszym ojcem na świecie 🙂
Będzie dobrze 🙂
Rodzę za dwa miesiące pierwsze dziecko, mój mąż na czas ciąży odnalazł w sobie wewnętrzne ZEN i nie złości się na mnie, nie krzyczy (wcześniej latały u nas talerze, takie tam mamy charakterki), stara się jak może, a mamy na głowie jednocześnie wykańczanie mieszkania od podstaw 🙂 Jestem z niego dumna, to jak się zachowuje teraz utwierdza mnie w przekonaniu, że jak mała się urodzi, też stanie na wysokości zadania 🙂 dzięki za tekst, fajnie się go czytało!
Pierwsze miesiące są jeszcze fajne, dzieci śpią i jedzą (i wszystko co jest z tym związane też robią) Później zaczyna się zabawa 🙂 Najważniejsze to w tym wszystkim uczestniczyć, być i chłonąć. Potwierdzam, że pierwsze miesiące są bardzo ważne, później musimy trzymać równie wysoki poziom, żeby zostać tatą. Trzeba być ciepłym, surowym, wymagającym i rozpieszczającym zarazem, niesamowicie trudne zadanie, ale dające pierdyliard jednostek satysfakcji. Obecni i przyszli „tatowie” Keep Calm, będzie odjazdowo 🙂
Bardziej mi chodziło o jakiś feedback dziecka 🙂 Bo fakt, na początku głównie śpi, ale też nie bardzo reaguje i to jest trudne. Robisz coś, wypruwasz sobie flaki, a reakcji żadnej. Później dziecko wymaga o wiele więcej uwagi, ale też o wiele więcej daje radości. Uśmiech bobasa na Twój widok jest naprawdę bezcenny 🙂
O tak… dlatego wyrosła mi broda 🙂